Otago

Półwysep Otago był ostatnim przed Christchurch punktem naszej podróży po NZ. Wyraźnie było czuć zmęczenie całej załogi po dwóch tygodniach intensywnego zwiedzania tego pięknego kraju. Całą drogę z Queenstown do stolicy Otago – Dunedin – wszyscy prawie cały czas milczeli i zmęczonym wzrokiem wpatrywali się w widoki za oknem. W Dunedin zatrzymaliśmy się tylko na godzinę, żeby przejść się po mieście. W porównaniu z Auckland i Wellington tu całkiem nam się spodobało – dużo historycznych budynków i fajny uniwersytecki klimacik.

Dunedin

Nasz cel na ten dzień, malutkie miasteczko, a w zasadzie wioska Portobello, znajduje się 20km od Dunedin na Półwyspie Otago. Półwysep znany jest głównie z tego, że na tamtejszych plażach dosyć łatwo spotkać różne okołowodne zwierzaki takie jak fotki, pingwiny itp. Mimo, że załoga była już dosyć mocno zmęczona udało mi się wszystkich wyciągnąć na poszukiwanie zwierzaków. Pojechaliśmy na plażę poleconą nam przez panią z recepcji z kempingu. Droga, która tam powadziła była zdecydowanie najgorszą z punktu kierowcy jaką spotkaliśmy w NZ, o wiele gorsza od poprzednio opisanych w inych wpisach. Mimo, że do przejechania było raptem 10km, to było to 10km przez mękę – zbocze góry, nawet nie aż tak stromo, ale przeraźliwie kręto i strasznie wąsko. Dojazd do każdego kolejnego wirażu wymagał zwolnienia gdzieś do 5km/h, bo nie wiadomo było czy coś nie jedzie z naprzeciwka. Gdy coś  jechało minięcie się nie było łatwe, bo droga miała szerokość jednego pasa na typowej drodze, zero pobocza. Ale dojechaliśmy. Wracający z plaży ludzie poinformowali nas, że żadnych zwierzaków na plaży nie ma, więc już myślałam, że te wszystkie przejechane tu kilometry trzeba będzie spisać na straty. Ale na plaże poszliśmy i opłacało się. W międzyczasie z wody wyszło kilka fok, które leniwie wylegiwały się na plaży, od czasu do czasu posypując się chłodnym piaskiem.

img_9856

img_9951

W pewnym momencie zauważyliśmy w wodzie coś bardzo dużego i czarnego, co po wyjściu z wody okazało się być ogromnym lwem morskim. Lew powoli przeszedł przez plaże, podszedł do leżącej niedaleko foki, po czym mimo, że z prawej i z lewej miał po conajmniej 200m plaży, to przegonił fokę i położył się na jej miejscu. Dobrze, że zabrałam ze sobą teleobiektyw, bo za blisko do lwa podejść było strach.

img_99072

img_9921

img_99334

Droga z Otago do Christchurch minęła dosyć szybko. Po drodze zatrzymaliśmy się przy słynnych buldach, czyli tajemniczych okrągłych kamieniach, które niewiadomo skąd znalazły się na plaży. Campera oddaliśmy po południu, gdzie za przednią szybę obitą przez kamień, która w międzyczasie przez to dosyć mocno pękła (patrz wpis Abel Natman National Park) skaskowano nas $310, co było dla nas pozytywnym zaskoczeniem, bo obawialiśmy się wyższej kwoty. A potem odbyliśmy najtańszą w życiu półgodzinną podróż taksówką, bo kierowcy się coś pomyliło i zamiast nas z karty skasować $40 to skasował 40c.

Moeraki Boulders

Następnego dnia była przeraźliwie wczesna pobudka (4 rano), bo samolot mieliśmy już o 7.00. Teraz na kilka dni jesteśmy w Sydney, rodzicie dziś polecieli do Polski, a my w piątek wyjeżdżamy z Sydney na dobre.

A tak wyglądają piękne nowozelandzkie góry z samolotu.

img_3029-copy1

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: