Phi Phi

Trzeciego dnia pobytu w Krabi postanawiamy skoczyć gdzieś na snorkeling. Idziemy więc do recepcji naszego guesthousu i pytamy co mogą nam zaproponować. Snorkeling? pyta koleś na recepcji. Phi Phi Island very beautiful, very nice snorkeling. No to ok. Jedziemy na cały dzień na snorkeling na Phi Phi i w jej (a właściwie ich) okolice.

Rano odbiera nas z guesthousu samochód, który zbiera potem jeszcze kilka innych osób i już pełnym wozem  jedziemy do Ao Nang, skąd mamy odpłynąć. Tam dopada nas niewielka Tajka, która zaczyna nas i jeszcze ze 30 innych osób, które dotarły tam przed nami, ustawiać w kilka grup, zbiera bilety, nakleja na koszulki naklejki w odpowiednim kolorze w zależności od wycieczki na którą ma się bilet. Gdzie można wypożyczyć płetwy, pytamy. Tutaj, tylko proszę szybko, bo zaraz odpływamy. Jakoś udaje nam się zdobyć płetwy, inni w kolejce za nami już nie mają na to szans, bo przewodniczka goni nas do łódki. Nie lubimy za bardzo takich imprez w stylu wycieczki szkolnej, ale już za późno, zapłacone, a poza tym mamy wielką ochotę na dobry snorkeling, więc jakoś chyba damy radę.

Po 45 minutach dopływamy do mniejszej z wysp Phi Phi – tej, na której jakieś 10 lat temu nakręcono  słynny film „Plaża” z Di Caprio. Na łódce poruszenie. Wszyscy uzbrojeni w aparaty fotograficzne zajmują strategiczne pozycje do sesji foto.  Wpływamy do słynnej Maya Bay. Nie ma jeszcze 10.00, a tu już tłum. Poza naszą jakieś 12 innych łodzi. Wysadzają nas na plaży na pół godziny. Sesja fotograficzna nie ustaje. Po 30 minutach płyniemy na drugą stronę zatoczki na długo oczekiwany snorkeling. Jesteśmy z Przemkiem w wodzie pierwsi. Jedno zanurzenie głowy pod wodę i już wiemy, że szkoda się męczyć. Rafa całkowicie obumarła, ryb prawie wcale. Ja po 10 minutach zabieramy się do wyjścia z wody. Maksymalne rozczarowanie. Mówię przewodniczce, że strasznie marny ten snorkeling. „Yes,  I know, coral not good, very bad snorkeling here”. To po jaką cholerę, myślę sobie, nas tu wszystkich zwozicie??? Tylko dlatego, że boski Leo moczył w tych wodach swój tyłek? Trzeba było mówić, że to wycieczka dla fanów Di Caprio… „Don’t worry, next snorkeling very good, open water, beautiful coral”. No mam nadzieję, myślę.

W międzyczasie do zatoki wpływają dwa statki, bo nie wiem jak to inaczej nazwać – takie są duże. Na każdym na oko po co najmniej 200 osób. Z megafonów przewodnik wykrzykuje instrukcje, żeby ustawić się w kolejce do schodzenia do wody. Matko co za cyrk!

Niestety kolejny snorkeling wcale nie jest very good. Wręcz przeciwnie. Jest marnie. Znów martwy koral i ryby, które policzyć można na palcach jednej ręki. Nie tylko my jesteśmy rozczarowani. Reszta wycieczki też po kilku minutach wychodzi z wody. Przewodnicza widząc nasze niezadowolenie, zaczyna tłumaczyć, że tsunami, że too many tourist. No ok, rozumie się, ale czemu wciska się nam, że będzie bajkowo jeśli jest kitowo?

Lancz, który z całej tej wycieczki był najlepszym chyba punktem programu, zjedliśmy na dużej wyspie Phi Phi. Oj zmieniło się tu bardzo od mojej ostatniej wizyty. Po tsunami jeszcze bardziej zabetonowali wyspę, i już zupełnie nie widzę powodu, dla którego ktoś chciałby pojechać tam na dłużej, skoro niedaleko wiele zdecydowanie przyjemniejszych wysp. Jednak mimo to na samej  Phi Phi turystów więcej niż przez ponad miesiąc widzieliśmy na Filipinach. Magia Di Caprio nadal działa…

Pierwsze rozczarowanie w podróży zaliczone. Oby ostatnie.

img_2247

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: