Yuanyang

Szlag człowieka czasem trafia. No bo planuje się coś, ba – ma się jakieś tam marzenie, a potem się okazuje, że nici z niego. Tak było z tarasami ryżowymi w Yuanyang, na południu chińskiej prowincji Yunnan. Tłukliśmy się tam spod granicy z Wietnamem nie aż tak długo – raptem 7 godzin, ale co z tego skoro za kierowcę autobusu mieliśmy idiotę, który po koszmarnie dziurawej i wąskiej drodze mknął jakby to była niemiecka autostrada. Trochę się uspokoił po tym, jak uderzając w autobus  przed nami rozbił przednią szybę (nikomu nic się nie stało, bo akurat był korek i jechaliśmy bardzo wolno).
Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem i od razu popełniliśmy błąd taktyczny – oglądanie tarasów odłożyliśmy na następny dzień. A następnego dnia obudziliśmy się z głową w chmurach. Dosłownie. Było bialutko. Widoczność nie większa niż 20m. Co się na moment rozjaśniało to za chwilę przychodziła kolejna chmura. I tak cały dzień. Z tarasów ryżowych nici. Może następnym razem.

IMG_6473

IMG_6449

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: