Raz się żyje, czyli jedziemy na Galapagos :)

No więc postanowiliśmy iść na całość. Jedziemy na Galapagos!!!

Dosyć długo trwało podjęcie decyzji, ale w końcu przyjęliśmy logikę, że skoro już jesteśmy w Ekwadorze to musimy na Galapagos pojechać. Bo może już nigdy nie przyjedziemy w te strony. Bo jak nie pojedziemy będąc tak blisko, to już nigdy nie będziemy sobie mogli tego wybaczyć.  Bo raz się żyje!

Udaliśmy się więc do biura podróży w celu zakupienia biletów na samolot. Potem pojawiło się pytanie „co dalej”. Opcje były w zasadzie dwie. Pierwszą z nich było zwiedzanie Galapagos statkiem. Tę opcję wybiera jakieś 99% odwiedzających wyspy. Opcja wydaje się być logicznym wyborem do momentu, kiedy człowiek zapozna się z cenami takiego rejsu. Nie będę tu rzucać konkretnych kwot, ale przyjmijmy, że 8-dniowy rejs na średnim poziomie po Galapagos sfinansuje nawet i 2 miesiące podróży po takiej np. Boliwii.

Zwróciliśmy się więc do opcji drugiej, którą wybiera jakiś 1% odwiedzających Galapagos. To opcja zwiedzania wysp na własną rękę. Plusem tej opcji jest to, że przy odpowiednim zaplanowaniu kosztuje dużo mniej niż rejs i daje możliwość zobaczenia i zrobienia tego czego na rejsie się nie da (np. wejść na wulkan albo pojeździć konno). Minusem jest to, że uniemożliwia ona zobaczenie wysp bardziej oddalonych od centralnej Santa Cruz, a co za tym idzie – pewnych gatunków zwierząt. Postawiliśmy sobie wtedy pytanie – czy na serio musimy zobaczyć 10 rodzajów iguan i 6 typów lwów morskich, czy też zadowolą nas po 2 czy 3 rodzaje z każdego? Ktoś powie, że skoro już tam jedziemy to trzeba zobaczyć wszystko, ale my sobie myślimy, że wcale nie jest nam to niezbędne do dalszej egzystencji.

Później jeszcze okazało się, że przy odrobinie szczęścia można – już będąc na Galapagos – załapać się na wolne miejsca na którymś ze statków. Oczywiście po cenie zdecydowanie niższej niż ta oferowana przez biura podróży w Quito. Więc w końcu doszliśmy do wniosku, że jeśli uda nam się na miejscu znaleźć tani rejs to się na niego zabierzemy. Jeśli się nie uda, to zwiedzimy główne wyspy na własną rękę. Tak czy siak na pewno będziemy zachwyceni. Nie ma chyba innej opcji. W końcu nie co roku spędza człowiek 10 dni na Galapagos.

Jedziemy pojutrze (10 październik). Relacje już niedługo…

Reklamy

Komentarze 3

  1. Czekam z niecierpliwością czytam wasz blog gdyż też się szykuję na dłuższą wyprawę ale to dopiero za jakiś czas najdłużej byłem z Mexyku ponad miesiąc. pozdrawiam

  2. wybornie, bedzie plazowanie!

  3. Ech! Fantastycznie! Tez bysmy tak chcieli! Ale to chyba nie tym razem niestety. Poki co mokniemy w Pucon. Buuu. Bawcie sie dobrze i duzo piszcie! Czekamy na relacje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: