Kanion Colca

Drogę z Puno do Arequipy opuścili strajkujący, więc pojechaliśmy w końcu do tzw. białego miasta. Arequipa sama w sobie jakoś szczególnie nas nie interesowała, choć przyznać trzeba, że centrum miasta robi całkiem przyjemne wrażenie i dla oka jest dosyć miłe. Chyba nawet bardziej nam się podoba niż Cuzco.

Bardziej niż na Arequipe zależało nam, żeby do kanionu Colca pojechać. Kanion niby dwa razy głębszy niż Wielki Kanion w USA, a to działa na wyobraźnie. Że akurat byliśmy na etapnie dosyć sporego lenia, to doszliśmy do wniosku, że kanion zobaczymy sobie bez zbyt dużego wysiłku umysłowego, czyli postanowiliśmy zapłacić agencji za ową przyjemność i pojechać tam z przewodnikiem. Że jest po sezonie to i cenowo wychodziło to ok.

Przy okazji była to pierwsza impreza typu 3 dni/2 noce, która serio trwała 3 dni i 2 noce. Jakoś zawsze do tej pory wszystkie tego typu wyjazdy o których słyszeliśmy, albo w któych braliśmy udział, tak na serio trwały 1.5 dnia, bo większość pierwszego i ostatniego dnia spędzało się na dojazdach. Szczytem były rejsy na Galapagos, których reklamy widzielimy w biurach podróży w Quito – 4 dni/3noce. Po przeanalizowaniu okazywało się jednak, że pierwszego dnia rano leci się na Galapagos i dopiero po południu wchodzi na łódź, a czwartego dnia z samego rana powrót do Quito. I nagle z 4 dni zwiedzania wysp robią się 2,5 dnia…

W przypadku wyjazdu do kanionu Colca było jednak pod tym względem cacy. W zasadzie chyba aż nad wyrost. Bo wyobraźcie sobie, że odebrali nas z hostelu już o 3 rano. Jeszcze nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji nastawiać budzika na 2.45…

Drogę w kierunku kanionu przekimaliśmy. Pierwszy postój był w Cruz del Condor, miejscu, który upodobały sobie kondory. Słyszeliśmy, że stanie tam z kondorami przelatującymi nisko nad głowami to super przeżycie. Z pewnością tak jest, pod warunkiem oczywiście, że są jakieś kondory. Nam kondory trafiły się w ilości 2 sztuk, za to turystów prawie jak na Machu Picchu.

Grupa trafiła nam się zasadniczo ok. Czwórka „ziomali” z Australii, para z Holandii i para z Francji. Ekipa fajna do długich i ciekawych dyskusji wieczorami, poza francuzami oczywiście, bo oni przecież po angielsku z zasady nie potrafią i/lub nie chcą mówić, a w przypadku naszych kompanów także hiszpański był dosyć słaby. Przewonikowi też nic zarzucić nie można było, a wręcz przeciwnie. Opowiadał ciekawe rzeczy, dobrze gotował i w ogóle robił pozytywne wrażenie.

Na dobrą sprawę największą atrakcją trekkingu były miejsca, w któych spaliśmy. Pierwszego dnia – po 5 godzinach marszu z Cabanaconde na dno kanionu – dotarliśmy do miejsca zwanego Llahar. A w Llahar proszę państwa basen z wodą z gorących źródeł. Cóż może być lepszego niż wymoczenie się w ciepłej wodzie po 5 godzinach marszu.

Drugiego dnia znów wczesna pobudka, bo o 5.00. Śniadanko (naleśniki, mniam mniam) i w trase. Niby wyszliśmy wcześnie, ale zanim się obejżeliśmy słońce grzało niemiłosiernie. W kanionie normą są temperatury typu 35 stopni. Jeśli dodać do tego typowe tu bezchmurne niebo, to nagle trek, który wcale nie jest trudny, robi się dosyć męczący. Na szczęście na koniec dnia numer 2 czekał na nas kolejny rewelacyjny finał – oaza Sangalle. Palmy, basen z wodą prosto z wodospadu (trochę zimna, ale za to jaka przyjemna). Jedyny problem to to piwo w cenie jak w Aquas Calientes przy Machu Picchu.

Dnia trzeciego miało być już tylko pod górkę. Trzeba się było wydostać z oazy i wejść na poziom o 1000 metrów wyższy. Wyjście znów o koszmarnej godzienie – 4.30 rano. Entuzjazm do wstawania tak wcześnie mieliśmy zerowy, ale sama inicjatywa to był strzał w dziesiątkę. No bo zero słońca i niska temperatura to dobry zestaw jak się ma iść kilka godzin do góry. Prognoza mówiła o 3h pod górkę. Przemek i francuz wyrobili się w 2h, cała reszta w 2.5h. A potem było już z górki – śniadanko, gorące źródła w Chivay, obiad, i do Arequipy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: