Życie hostelowe

W La Paz – zupełnie przypadkiem – wylądowaliśmy w beznadziejnym hostelu. To w zasadzie trochę ironiczne, bo hostel ów był w 2008 roku hostelem numer 1 w Ameryce Południowej według hostelworld.com. W końcu wszystko zależy od tego co się lubi. A może po prostu się starzejemy?…

Po pierwsze, hostel był ogromny, a co za tym idzie pełen ludzi. A my nie lubimy jak jest tłoczno.

Po drugie, był to hostel z rodzaju tzw. imprezowych. Bar na pierwszym piętrze, czynny do 2.00 w nocy, pełen bardzo głośnych ludzi, z których większość była oczywiście pijana. Koszmarnie głośno w całym budynku. Ceny noclegów delikatnie mówiąc wysokie, a mimo to hostel pełny. Pełny głównie Australijczyków, Irlandczyków i Brytyjczyków w grupie wiekowej do 25 lat. Wylądowaliśmy w pokoju w dwójką Australijczyków. Słuchając ich ma się wrażenie, że w hostelu owym większość ludzi zatrzymuje się właśnie po to, żeby imprezować i w imię tego gotowa jest płacić zaporowe ceny za nocleg. Większość lokatorów funkcjonuje według schematu impreza od późnego popołudnia do późnej nocy, albo wczesnych godzin porannych, a potem spanie do południa. I tak w kółko. To jedyny hostel, w jakim do tej pory byliśmy, gdzie śniadanie podawane jest dopiero od 8.30 (wcześniej i tak mało kto by się na nie zgłosił) i aż do 12.00.

Po trzecie, hostel ma jakąś manię znakowania. Znakowany jest każdy gość, poprzez nałożenie mu na nadgarstek a la bransoletki z nazwą hostelu. Straszą nas, żeby nie zdejmować go pod żadnych pozorem, bo nie wejdziemy do budynku. Znakują też nasz bagaż, nie bardzo wiadomo po co. Ciekawe, że wszystkie inne hostele w Ameryce Południowej świetnie funkcjonują bez obwieszania swoich gości jakimiś duperelami, a ten nie potrafi.

Po czwarte, w hostelu obowiązują ciekawe zasady. W każdym pokoju wisi kartka z ich listą. Jedna z nich mówi, że za zabrudzenie materaca lub pościeli wymiotami lub moczem grozi kara pieniężna. Z naszego doświadczenia wynika, że jeśli w hostelu wprowadzana jest jakaś zasada, to dlatego, że właśnie z ową sprawą jest problem. Czyli w tym hostelu ludzie rzeczywiście sikają i wymiotują do łóżka. No i jak ma się nam takie miejsce podobać??

Zostaliśmy tam na jedną noc, bo było już późno i nie mieliśmy siły szukać czegoś innego. Za to z samego rana ruszyliśmy w miasto z misją znalezienia czegoś przyjemniejszego. I znaleźliśmy. Przytulnie, cicho, dwójka za tyle ile tam kosztowały dwa łóżka w pokoju wieloosobowym. No i z takim widokiem.

IMG_2795

A skoro już mowa o hostelach, to ostatnio zastanawialiśmy się jak powinien wyglądać hostel idealny z punktu widzenia funkcjonalności, bo klimat to kwestia zupełnie osobna. Długą listę mamy w głowach. Np. w idealnym hostelu w łazienkach byłyby haczyki, żeby móc na nich powiesić ręcznik czy ubranie. Nie macie pojęcia jak często w hostelowych łazienkach trzeba kombinować, gdzie położyć ręcznik na czas prysznica. W idealnym hostelu w oknach byłyby ciemne zasłony, albo jeszcze lepiej okiennice. Oczywiście, żeby można było dłużej pospać. Byłaby też lampka nocna, a nie tylko łysa żarówka energooszczędna rażąca w oczy. I przynajmniej jedno krzesło, czy mała szafka nocna, a nie tylko podłoga i łóżko, żeby było na czym położyć ciuchy czy książkę. No i pracownicy hostelu nie zapominaliby, że mają wokół siebie płacących za usługę ludzi, i nie kręcili się od 5.30 rano po korytarzach prowadząc ożywione konwersacje, jakby byli zupełnie sami. Zamki w drzwiach byłyby ciut lepsze niż te, które można otworzyć scyzorykiem. A materac nie byłby opakowany w plastik, dokładnie tak jakby go dopiero ze sklepu przywieziono (często nas to spotykało w Azji).

Lista życzeń jest długa.

Advertisements

komentarzy 5

  1. a z Szymonem się spotkacie/spotkaliście – bo z „mojego śledzenia podróżników” a ściślej mówiąc z jego bloga wynika, że właśnie zaraz z La Paz wyjeżdża do Ekwadoru na wakacje! :)

  2. …zniknął mi tam pytajnik :) więc na wszelki wypadek dodam, że zdanie miało w pierwszej części mieć formę pytania.

    A skoro już tam jesteście i piszecie o hostelowym życiu, to nie powinno zabraknąć:
    Hostel Sex: A Practical Guide For Backpackers – http://www.bravenewtraveler.com/2008/01/31/hostel-sex-a-practical-guide-for-backpackers/

  3. tyle razy widzielam oznakowanych gringo w La Paz i sie zastanawialem z jakiego festiwalu jada…

  4. Pewnie byliscie w Lokim. A my w the Point dokladnie to samo mamy!!! Tyle ze jestesmy troche ich zakladnikami bo maja tu miejsce do zaparkowania motoru z czym nie latwo bylo gdzie indziej.
    Walnalem im dosyc ostrego posta na facebooku o wielu niedociagnieciach i juz sie m.in haczyki w kabinach pojawily :)

    Podpisujemy sie pod Waszym postem w 100%.

    Pozdro!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: