Dwa dni po lądowaniu, czyli pierwsze wrażenia z Kathmandu

1. Chaos. Tak to przynajmniej wygląda na pierwszy rzut oka. Bardzo ciasne uliczki w centrum zalane tłumem ludzi, a do tego samochody, motory, rowery, riksze. Z jednej strony wspaniale by było, gdyby te wąskie uliczki w centrum były zamknięte dla ruchu kołowego, ale że tutaj prawie każda uliczka jest wąska i ciasna to chyba jest to niepraktyczne.
Bardzo szybko okazuje się, że w chaosie jest system. Kierowcy jadą jakby na oślep, maniacko naciskając klakson prawie bez przerwy, mijają pieszych i inne pojazdy na swojej drodze w ostatniej chwili. A mimo to nikt na siebie nie wpada, żadnych stłuczek, żadnych potrąconych ludzi. Niesamowite.

2. Turysta = nieograniczone środki finansowe. Pewnie nie jest tak w całym Kathmandu, ale na pewno można to powiedzieć w odniesieniu do centrum i Thamelu, dzielnicy turystycznej. Thamelu nie da się porównać do niczego co do tej pory widzieliśmy. To trochę jakby rozrośnięta wersja Kho San Road w Bangkoku, tylko jeszcze większa i bardziej uciążliwa. Każdy chce tu na nas zarobić. Zaczęło się już na lotnisku. Wzięliśmy taxi ze cztery razy mówiąc kierowcy, że nie pojedziemy z nim jeśli ma nam zaraz zacząć polecać jakiś specyficzny hostel. Kierowca tyle samo razy przyrzekał, że w żadnych wypadku tego robić nie będzie. Mieliśmy jechać gdzieś do centrum Thamelu. Jakieś 2 min po wyjeździe z lotniska kierowca mówi, że jeśli nie mamy pomysłu na hostel to on – oczywiście zupełnie przypadkiem – ma w samochodzie ulotkę z pewnego zaprzyjaźnionego miejsca i chętnie nas do niego zabierze…
Znaleźliśmy hostel. Pierwsze pytanie w recepcji to pytanie o nasze plany. Mówimy, że posiedzimy tu kilka dni, a potem trekking. Tak się oczywiście składa, że nasz hostel może nam wszystko zorganizować. Co za zbieg okoliczności. Nie, dziękujemy. Nie planujemy tragarzy ani przewodnika. Damy radę sami. No ale przecież trzeba pozwolenie załatwić, kupić bilet na autobus do Pokhara itp itd. Kierownik hostelu zaraz podejdzie i nam wszystko opowie. Nie, naprawdę nie trzeba.
Na ulicach co chwile ktoś chce nam sprzedać dywan, jakieś ubrania albo haszysz. Przejeżdżający riksiarze oferują usługi. Wszystko oczywiście po świetnej cenie. Special price for you madam, sir…
Sprzedawca mango rzuca ceną wywoławczą z kosmosu. Po chwili negocjacji zgadzamy się na kwotę sporo niższą, ale on – kiedy niby wkłada do reklamówki nasze mango – tak naprawdę wymienia je na egzemplarze zepsute.
W restauracjach drobnym drukiem na samym dole menu informacja, że ceny nie zawierają 13% VAT i 10% service charge….

3. Piękna starówka. Tylko dosyć zapuszczona. Było by cudownie, gdyby choćby tylko na Placu Durbarg nie jeździły samochody. Miejsce jest prześliczne, ale trudno się na nim skupić przy tym wiecznym dźwięku klaksonów. Trzeba tu będzie przyjść kilka razy, żeby wszystko zobaczyć. Teoretycznie trzeba kupić bilet, żeby na starówkę wejść. Bilet za chodzenie po przestrzeni publicznej. Wyobrażacie sobie bilety wstępu na krakowski rynek?

4. Deficyt prądu. Nie ma go kilka godzin dziennie. Przerwy w dostawie prądu są dwojakiego rodzaju – planowane odbywają się według grafiku dla każdej dzielnicy czy grupy ulic; nieplanowane jak sama nazwa wskazuje odbywają się poza tym grafikiem. Oczywiście w większości miejsc biznes kręci się także gdy prądu nie ma. Branża generatorów prądu i akumulatorów jest pewnie jedną z najprężniej działających w Nepalu.

5. Nadwyżka śmieci. Choć z pewnością śmieci jest tu tyle samo, a może nawet mniej niż w Europie. Chodzi raczej o sposób obchodzenia się z nimi. Tutaj zalegają ona na ulicach i nad rzeką. Tak, wiemy, że takie specyficzne „zarządzanie nieczystościami” jest charakterystyczna dla krajów biednych.Ale mimo wszystko jest to jedna z niewielu rzeczy, która po tych wszystkich miesiącach w podróży nadal doprowadza nas do szału. Najzwyczajniej w świecie nie możemy zrozumieć jak można być tak kompletnie obojętnym na własne otoczenie.

Podoba nam się, ale to nie znaczy, że wszystkim trzeba się zachwycać :)

Reklamy

Komentarzy 5

  1. fajny opis.
    moze jakis filmik video chocby z komorki ad. pkt 1?

    • pomysli sie :) ale to moze troche potrwac, bo jutro wybywamy z Kathmandu i wracamy tu dopiero za jakies 2 i po tygodnia

      • hmmm czyli nic sie nie zmienilo
        pomysl ten sam zamknac dla ruchu 3-4 uliczki

        koniecznie zobaczcie te 2 stare stolice w sasiedztwie
        jedzenie na moscie pomiedzy katmandu a stra stolica – duzy most
        pyszne jedzenie, ceny dla lokalsow i nie dolczaja tych glupot…

        no i spokojniej…
        powodzenia na trekingu
        m i r

  2. Azja pełną gębą :) Hehe, chyba trochę odzwyczailiście się od tych klimatów po A. Łacińskiej.

  3. hey „Skarbonki”. Na szlaku jest zdecydowanie lepiej, ale łezka się w oku kręci jak pomyśle o tym całym naciąganiu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: