Wokół Annapurny – w drodze na przełęcz

Piątego dnia treku dochodzimy do Manang (3540m npm). To ostatnia wioska z prawdziwego zdarzenia przed przełęczą. Dalej będę już tylko pojedyncze guesthousy. Manang jest przeuroczym miejscem, cudownie położonym i bardzo klimatycznym. Trafiamy tu dosyć wcześnie, bo koło południa. Do tej pory codziennie wczesnym popołudniem zbierały się chmury i padał deszcz, ale wygląda na to, że Manang jest już na tyle wysoko, że deszcz tego miejsca nie dotyczy. Większość ludzi robi sobie w Manang jednodniowy postój aklimatyzacyjny. Też mieliśmy to w planie, ale na miejscu okazuje się, że czujemy się bardzo dobrze (może zahartowało nas długie przebywanie na dużych wysokościach w Ameryce Południowej?) i następnego dnia chyba jednak pójdziemy dalej.

Pokój z tarasem w Manang

Popołudnie przeznaczamy na rekonesans po okolicy. Idziemy na pobliskie jeziorko stworzone z topiącego się lodowca, a potem trochę snujemy się po wiosce. Dwie małe dziewczynki z zapałem bawią się naszymi kijkami i chętnie pozują do zdjęć.

Rano ruszamy w kierunku oddalonego o 3.5h marszu Yak Kharka (4050m npm). Powoli zaczyna być czuć, że powietrze jest tu trochę rzadsze, bo szybciej się męczymy. Trasa przepiękna, więc robimy zdjęcia jak japońscy turyści. Jest wcześnie więc można by spokojnie iść dalej, ale mamy czas i zostajemy tu na noc.

W nocy było tak zimno, że zamarzła woda w umywalce. Także w miejscu pobierania czystej wody spływającej z gór wisi z gumowego węża sopel lodu. Ubieramy się więc ciepło i ruszamy w dalszą trasę. Z czasem robi się coraz cieplej i jeszcze piękniej. Po 3h męczących godzinach dochodzimy do Thorang Pedi (4450m npm). Większość ludzi stąd następnego dnia atakuje przełęcz. Jest bardzo wcześnie, koło 10.00, a my czujemy się dobrze. Więc decydujemy, że po godzinnym odpoczynku spróbujemy wejść do High Camp (4850m npm), ostatniego schroniska przed przełęczą. Jest ryzyko, że tak szybka zmiana wysokości nam to zaszkodzi, ale jeśli tak się stanie to wrócimy niżej. Dojście do High Camp zaoszczędzi nam przynajmniej godzinę marszu kolejnego dnia, który będzie długi i męczący.

Okazuje się, że ten krótki etap treku jest jak na razie najtrudniejszy. Odległość nie jest duża, ale jest stromo, a to bardzo męczy przy rozrzedzonym powietrzu. Kilkanaście wolnych kroków i przerwa. I tak w kółko. Na górze trochę boli głowa, ale nie jest to nic czego nie dałoby się wytrzymać. Dostajemy byle jaki pokój, w dodatku jak na razie najdroższy na trasie, ale że schronisko jest tylko jedno, a ludzi w nim sporo, nie ma za bardzo wyboru. Idziemy na punkt widokowy, z którego roztaczają się piękne krajobrazy. Po południu raczymy się herbatą z liści koki, której zostało nam trochę z Boliwii. Pijemy ją od kilku dni. W Ekwadorze, Peru i Boliwii pije się ją, aby zapobiec chorobie wysokościowej.

Następnego ranka pobudka o 4.30. Planujemy wyjść koło 5.30. Wiele osób wyszło już o 4.00, ale nam nie chce się iść po ciemku. Jemy śniadanie i ruszamy, gdy zaczyna świtać. Do przełęczy jakieś 3h marszu pod górkę. Jest bardzo zimno, ale że idziemy dosyć wolno to jakoś trudno się rozgrzać. Mijamy kilka osób i na długi czas przed nami ani za nami nie ma nikogo. Jest idealnie błękitne niebo. Żadnego wiatru. Żadnych zwierząt. Absolutna cisza. Niesamowite. Marsz jest męczący. Co kilkanaście kroków trzeba przystanąć, żeby złapać oddech.

W końcu widzimy kolorowe buddyjskie flagi, które oznaczają cel. Dotarliśmy na 5416m npm na przełęcz Thorung, kulminacyjnego punktu całego treku! Tak wysoko nas jeszcze nie było. Jest zimno, my zmęczeni, ale także radośni. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcie i po kilku minutach ruszamy dalej. Tym razem w dół, o czym napiszemy niedługo.

IMG_6750

Advertisements

komentarze 4

  1. Trekking robiliście zdając się na siebie i mapy, czy korzystaliście z lokalnych przewodników (mam na myśli ludzi)?

  2. świetne zdjęcia! Jak my przechodziliśmy tą trasę to wszędzie leżął śnieg pokryty przez lód. Widzę, że będzie trzeba przejść jeszcze raz w letnio górskim klimacie.

  3. Cudne zdjecia! Czekamy na wiecej i szczerze zazdroscimy siedzac juz w deszczowych Niemczech niestety. Pozdrowienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: