Zamiast życia w Madrycie będzie życie JAK w Madrycie (oby)

Miało być tak – wyjeżdżamy z Sydney i jedziemy osiedlić się w Hiszpanii dosyć okrężną drogą przez Azję i Amerykę Południową. Decyzja podjęta jakoś w połowie roku pańskiego 2007. Aż tu nagle przyszedł kryzys. Szlag trafił nie tylko gospodarkę Stanów i Wielkiej Brytanii, ale też naszej Hiszpanii. Miała być Walencja, albo Madryt, ale wyszło na to, że nic nie będzie. Bo jak bezrobocie wynosi 17% i Hiszpanie mają problem ze znalezieniem pracy, to co tam po nas? Ja wiem, że my jesteśmy pełni różnych talentów (hehe), ale mamy też w sobie trochę rozsądku. Ten rozsądek nam powiedział, że w tej sytuacji Hiszpania jest pomysłem co najmniej niewłaściwym. I tu trzeba było sobie odpowiedzieć na pytanie ‚co w takim razie robimy’.

Namawiano nas do zamieszkania w Polsce. Namawiano nas do zamieszkania w Wielkiej Brytanii. Tą drugą opcję przez chwilę nawet braliśmy pod uwagę. Jednak z bilans plusów i minusów wynikało, że to pomysł nie najlepszy. Polska też nas nie interesowała. Mamy swoje powody, o których nie będziemy pisać, bo pewnie wywołamy niepotrzebną i do niczego nie prowadzącą dyskusję’. Powiemy tylko, że jak człowiek spróbuje czegoś lepszego to niechętnie wraca do opcji poprzedniej. To coś lepsze to życie w Sydney, które było łatwe, przyjemne, bezproblemowe, bezstresowe i w dodatku dobrze płatne. Opcja poprzednia to życie w Polsce, która jak wiadomo nie jest rajem na ziemi, choć przez kilka dni po powrocie z Indii takie sprawiała wrażenie ;)

Myśleliśmy, myśleliśmy i wymyśliliśmy. Będzie jeszcze raz sprawdzona Australia! Daleko jak diabli, ale w naszym doświadczeniu to jedyny minus tego miejsca.

Pewnie niektórzy pomyślą, że nam kompletnie odbiło – bo wydawać by się mogło, że życie w Sydney jest już za nami. Nic tam nie mamy,  praca rzucona, mieszkanie wypowiedzone, meble sprzedane, auto sprzedane.  Trzeba by zaczynać o zera. Rzecz w tym, że my na tą chwilę nie posiadamy nic, nie licząc ubrań, laptopa i aparatu fotograficznego. Więc wszystko jedno gdzie zaczniemy, i tak będzie to zaczynanie od zera.  A Australia, z 5-procentowym bezrobociem, wyluzowanym społeczeństwem i generalnie ładną pogodą nadaje się do tego lepiej niż powiedzmy Londyn.

Niniejszym ogłaszamy więc, że 1 września rozpoczynamy nowy rozdział w życiu, który roboczo nazwaliśmy Sydney 2.0. Drugie podejście do Australii, które oby było tak udane jak pierwsze, albo jeszcze lepsze. Na jak długo tam zawitamy nie wiemy. Jesteśmy z natury elastyczni, więc się zobaczy :)

Sydney after the storm

Reklamy

Komentarzy 35

  1. Welcome back :)

  2. Ciekawe na ile się osiedlicie :) Jak życie pozwoli to do max roku też tam wyląduje ;)

  3. Super decyzja :)
    trzymam kciuki :)
    powodzenia w realizacji dalszych marzen :):)

  4. a przeciw anglii przemawiala tylko gorsza pogoda czy jakies jeszcze moze wzgledy jesli mozna spytac?

    • Oczywiście, że nie tylko pogoda. Także to, że to druga na świecie (po USA) najbardziej dotknięta przez kryzys gospodarka, że wcale nie aż tak łatwo teraz o pracę i że życie toczy się tam na wysokich obrotach (w podrównaniu z OZ). A przede wszystkim nie czuliśmy, że to jest miejsce dla nas. Takie przeczucie, trudno to wytłumaczyć :)

  5. Po długiej wyprawie zatoczyliście koło :D Bogatsi o nowe wrażenia i przeżycia :D Sledziłem wasz blog od dawna dawna i naprawde fajnie się was czytało :D
    Powodzenia w kolejnym „etapie” :D juz w Australii.

  6. Uwielbiam Wasze podejście do życia! Spełnienia marzeń!

  7. Witajcie! Znalazłem Waszego bloga zbierając Info o Azji. Wszystko co przeczytałem u Was pomogło nam w odwiedzeniu Wjet-Kamb-Taj. W Styczniu odwiedzimy Amer. Łacińska. Śledzę wasz blog od roku i trochę smutno że to już kres podroży… i pozostaje mnie życzyć POWODZENIA!!! Dziękuję za wszystko i do zobaczenia tam gdzieś w drodze…

  8. POWODZENIA zycze

  9. Takim otwartym jak wy ludziom wszystko się udaje. Życzę Wam udanego startu w znane i nieznane. *_*

  10. WOW! zycze wam powodzenia!!! mam tylko nadzieje Magdo, ze bedziesz od czasu do czasu wpadac tutaj na bloga :o)

  11. powodzenia ! też was czytam :) trzymam kciuki.. świat mały może uda się kiedyś gdzieś spotkać :)

  12. Czy to znaczy, że kończycie z blogowaniem? Mam nadzieję, że nie.
    Wasz blog dał mi wiele do myślenia – ja nie czuję, że Polska to miejsce dla mnie… Mieszkam teraz w stolicy i przeraża mnie tempo życia, to, że poza pracą na niewiele starcza czasu, to, że płace są co najmniej średnie, przeraża mnie tempo życia, to, że wszyscy gonią za kredytami na mieszkanie, na samochód… Z drugiej strony chciałabym rodziny, chciałabym swojego miejsca, mieszkania z kolorowymi ścianami… I tak o, jestem zawieszona w próżni. Na razie mam jeszcze 2 lata do skończenia studiów.. co dalej, zobaczę…

    • Martyna głowa do góry! Grunt to nie dać się omamić mamonie, konsumpcjonizmowi i być wiernym marzeniom. To że inni gonią za kredytami, samochodami i plazmami nie znaczy, że Ty też musisz. Wierzę, że da się inaczej.

      A co do blogowania to jeśli bym wiedziała, że będą chętni na czytanie bloga z i o Australii to może bym się nawet skusiła na pisanie ;) Tylko, żeby ktoś to czytał…

      • Będą, będą! Ja też czytam Was od ponad roku i liczę na kontynuację. Odnośnie konsumpcjonizmu, to takie już nasze społeczeństwo jest – nie być tylko mieć. Presja otoczenia jest ogromna. To smutne, że wielu modych ludzi w wieku 20 lat stawia sobie za cel zadłużyć się na kolejne 40 lat by mieć tzw. ‚swoje’, zamiast dążyć do spełnienia marzeń i korzystać z życia. Dzięki Bogu są ludzie, którzy mają inne priorytety i chwała im za to! :)

      • aż się bałem że zostajecie w PL ;)

        również mam nadzieję że będziecie dalej prowadzić bloga, lub powstanie całkiem nowy o Australii ;)

        Pozdrawiam

      • Ja będę!!!

      • Ja też będę!!

      • Australia jest tak samo dobrym tematem jak każdy inny. Pisz dalej, doskonale to dotychczas robiłaś. Myślę też, że za drugim podejściem i z wytrenowanym przez podróże spojrzeniem będziesz widzieć więcej niż za pierwszym razem. To duża szansa. Pisz proszę.

  13. To dobrze, że tam zostajecie. Swego czasu, już kilka lat temu, pojechałam sobie do USA na pół roku, aby finanse podreperować, bo one do spełniania marzeń służą. A te marzenia – to też podróże, trochę w nietypowy sposób…. No ale – w międzyczasie wszystko się zmieniło, i znów trzeba mysleć o wyjeździe, żeby móc marzenia spełniać (kolejne – to Grenlandia w kajaku i dawno już „zamarzony” Ladakh). Zadam Wam pytanie: jesli zrobię podobnie jak w USA: tzn. przyjadę i podobnie jak w USA znajdę w tydzień jakąkolwiek pracę? Akurat w pół roku zarobię na kolejne marzenie… Tylko – czy to jest mozliwe w Australii? Nie mam zawodu dającego się sprzedać wszędzie, niestety…

    • Myślę, że znalezienie tymczasowej pracy w Australii w ciągu tygodnia jest jak najbardziej możliwe. Jest tylko kwestia wizy, która daje Ci prawo do pracy. Na czarno też się oczywiście da, choć osobiście nie mam w tej kwestii doświadczenia.

  14. pisz Magda dalej z Australii
    pozdrawiam

  15. Witajcie!
    Fantastyczne plany :). Czekamy na wiesci z Australii. Bedziemy czytac, wiec koniecznie piszcie. No i moze sie spotkamy, kiedy i my tam, mamy nadzieje, znow zawitamy :). Pozdrawiamy bardzo serdecznie!

  16. jasne ze czekamy na wiesci z australii. rozpoczynajac od pytania jak po powrocie, co sie zminillo majac za soba taka podroz.

  17. Tak, ja z przyjemnością będą dalej Was czytała! Myślę, że Australia to super miejsce i chętnie poznam tamtejsze życie, specyfikę, takie kwestie z codziennego życia.
    Mam jeszcze pytanie – może zbyt osobiste, ale się nad tym zastanawiałam nie raz – jakie macie wykształcenie. Tzn. zastanawiam się co robiliście w Australii;)
    Pozdrawiam i namawiam do blogowania:)

  18. Droga Magdo
    Z wielką przyjemnością czytamy w domu Wasz blog. Jest dla nas świetną inspiracją.
    Twoje świetne zdjęcia i opisy sprawiły, że chętnie wysłali byśmy Was w świat jeszcze i jeszcze, i jeszcze.
    „Nas” też oczywiście ;)
    Nie komentowałam do tej pory, bo jedyne co mogłabym robić, to lać wazelinę ;)) a to nudne.
    Mam nadzieję, że zostaniesz przy pisaniu australijskiego bloga, bo czytelników masz zapewnionych.
    A może skusisz się na wspomnienia kulinarne?
    Jakkolwiek się nie skończy nasza „znajomość” internetowa życzymy Wam powodzenia i jeszcze wielu wspaniałych podróży!!

  19. witam,

    a jak wygladaja kwestie immigracyjne? nie powiem, chetnie bym sie do australii wybral, ale zdaje sie z legalnym pobytem sa problemyy, jezeli nie ma sie jakiegos poszukiwanego zawodu. daliscie rade zalatwic to bez problemu?

    • Kwestie emigracyjno-wizowe są tak rozległe, że nie da się o nich opowiedzieć w jednym komentarzu. Możliwości na legalny pobyt w Australii jest kilka (nie tylko wiza ‚na poszukiwany zawód’), i jaka będzie najlepsza dla Ciebie zależy od wielu czynników. Jeśli poważnie jesteś zainteresowany kwestią emigracji do OZ to zajrzyj na stronkę http://www.immi.gov.au – to australijski urząd emigracyjny. Informacje są świeże i przystępnie przedstawione.

      • witam,

        przejrzalem (przyznaje, ze pobieznie) i jezeli chodzi o legalny pobyt i pozwolenie na prace to bez skilla, albo sponsora nie wyglada to zachecajaco. mogalbys rzucic jakies hasla od ktorych mam zaczac przegladanie guglarki? pozdro

  20. zaczynanie od zera jest genialne! budujesz wszystko powoli jeszcze raz i masz w tym już doświadczenie. Będzie mniej zbędników, haha. Piszę się na odwiedziny w 2011, wiesz takie kontrolne, a potem opisze na Waszym blogu jak Wam na prawde idzie ;) Jak mnie weżmiecie na wycieczkę po osadach ąborygenów to znaczy że dobrze. To taki publiczny sposób wymuszenia…

    • Moja Droga, ja Ciebie z wielką przyjemnością przyjmę nawet bez publicznego wymuszania :) A jak teraz publicznie wymusiłaś to znaczy, że publicznie obiecałaś, że przyjedziesz. Nie masz teraz wyboru haha ! :) Czekamy w przyszłym roku :)

  21. Ja będę czytać na pewno australijskiego bloga!

    Super śledziło się Waszą podróż. Zrealizowaliście moje niezrealizowane marzenie. Bo ja przyznam szczerze ustawiłam się jako 20-latka w kolejce konsumpcjonizmu. Ma to swoje dobre ale i złe strony;)

    Super, że wracacie do Australii. W tej sytuacji to chyba najlepsza decyzja

  22. zabierzcie nas ze Sobą!!!

  23. ciekawa byłam, gdzie wylądujecie, bo wątpiłam, że będzie to Hiszpania…
    jednak Hiszpania to nie to co Australia
    piszcie dalej, będę czytać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: