Wielka radosc

No i stalo sie. Od dzis od godziny 17.00 jestesmy oficjalnie bezrobotni. Strasznie dziwne, ale raczej pozytywne  uczucie.  Troche to ciagle takie nierealne, ale usmiechy mamy od ucha do ucha.

Jutro przylatuja rodzice, potem kilka dni zwiedzania z nimi Sydney, w srode wigilia (taka troche „komunalna” – bedzie nas jakies 16 osob), a dzien pozniej rano wylot do Auckland. Zaczyna sie :)

Reklamy

Juz prawie

Ostatnie dni sa po prostu koszmarne. Swiatelko w tunelu jest juz bardzo jasne i w zasadzie na wyciagniecie reki, ale jednak jeszcze kawalek od nas. Te koncowe dni w pracy sa meczarnia, ktora trudno opisac. Niby luz, ale zdecydowanie wolelibysmy byc gdzie indziej.  Serfujemy po necie i juz nie mozemy patrzec na podroznicze fora dyskusyjne i blogi z podrozy innych ludzi, bo chcemy juz tam byc i zobaczyc to wszystko na wlasne oczy, a nie tylko o tym czytac. Chcemy w koncu ruszyc w droge i poczuc wolnosc. Jeszcze tylko szczesc razy do pracy….

Smutko-radość

Nastał grudzień i w końcu zaczyna do nas docierać, że kończy się dla nas pewien rozdział. Za 24 dni o tej porze nasz „majątek” będzie ograniczał się tego co zmieści się w naszych plecakach. Nie będziemy mieć mebli, książek, sprzętów, mieszkania, adresu.

Pożegnanie z Australią będzie chyba trudniejsze niż się nam to wcześniej wydawało. Perspektywa wolności i podróży bardzo nas ekscytuje, ale to nie zmienia faktu, że im bliżej godziny „0” tym coraz bardziej nam przykro, że wyjeżdżamy. Bo w Australii żyło nam się bardzo dobrze. Początki były trudne, ale szybko udało się stanąć na nogi i było naprawde fajnie.  Będzie nam brakować wielu rzeczy – pozytywnie nastawionych do życia mieszkańców tego kraju, od których aż kipi dodatania energia; fajnej pogody, dzięki której jakoś łatwiej wstaje się rano; tego, że wszystko jakoł łatwo tutaj przychodzi; wygody codziennego życia, np. tego, że 90% spraw można załatwić przez telefon lub internet; ogólnego spokoju i braku problemów. Ktoś zapyta dlaczego w takim razie wyjeżdżamy, skoro jest nam tu dobrze. Wyjeżdżamy, bo jeśli nie spróbujemy zrealizować planu o życiu w Europie, gdzieś bliżej rodziny i przyjaciół, to nigdy sobie tego nie wybaczymy. Nawet jeśli plan nie wypali, to przynajmniej nie będziemy żałować, że nie spróbowaliśmy. Jeśli znalezienie pracy w Hiszpanii będzie trudne, to zawsze będziemy mieć opcję, żeby do Australii wrócić. Bo w Polsce już chyba mieszkać byśmy nie mogli. Ale kto wie. Poczekamy, zobaczymy. Liczymy jednak na to, że wszystko ułoży się po naszej myśli :)

Downshifting, czyli prost(sz)e życie

Dziś z  troszkę innej beczki. A mianowicie o downshifting. Nie ma jeszcze odpowiednika tego słowa w języku polskim, więc postaram się wytłumaczyć.

Downshifting to coraz popularniejszy w krajach tzw. rozwiniętych trend krótko mówiąc polegający na upraszczniu życia. Orginalnie downshifting miał odniesienie do pracy. Założenie było takie, aby rezygnować z odpowiedzialnego i stresującego – nawet jeśli świetnie płatnego – stanowiska i podjąć w zamian spokojniejszą, mniej pochłaniającą choć gorzej płatna pracę, a to wszystko w imię lepszego balansu pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. Ostatnio jednak zjawisko downshifting’u rozszerza się na inne dziedziny życia, przede wszystkim na konsumpcjonizm. Czyli w wielkim skrócie rzecz w tym, aby nie kupować tego czego nie potrzebujemy i żyć prościej. A wolny czas i środki finansowe wkładać w to co naprawdę dla nas ważne. I wcale nie chodzi o to, aby popadać w takie skrajności jak wyzbywanie się wszystkiego co mamy, zamieszkanie w ziemiance i jedzenie tylko i wyłacznie salaty.

Kupiłeś właśnie iPhone? A zastanawiałeś się do czego ci on właściwie będzie potrzebny, skoro masz już i komórkę i iPod? A może właśnie zmieniłeś samochód na inny, a jedynym powodem zmiany było to, że po prostu masz w zwyczaju zmieniać model co 3 lata mimo, że z dotychczasowym wszystko jest ok?

Świetnym przykładem na to, co takie podejście do życia robi z człowiekiem jest obecna sytuacja w Stanach Zjednoczonych, gdzie 1 na 6 obywateli jest zapożyczony po uszy i nie ma z czego spłacac kredytów. To samo dzieje się zresztą – choć narazie na mniejszą skalę – w Australii. Kilka tygodni temu w lokalnej gazecie przeczytałam artykuł o tym jak to australijskie rodziny coraz gorzej radzą sobie z rosnącymi cenami w sklepach, czy z rosnącymi stopami procentowymi. Artykuł ilustrowany był przykładem 4-osobowej rodziny, która własnie kupiła (oczywiście na kredyt) wielki dom z pięcioma pokojami. Zdjęcie pokazywało tą właśnie rodzinkę w salonie w swoim domu, na drugim planie mega wielki telewizor plazmowy. Ojciec rodziny narzeka, że tak strasznie dużo pieniędzy wydają co tydzień na tankowanie dwóch samochodów, które posiadają, i że musi pracować na dwóch etatach, aby zarobić na kolejne raty kredytu. I to wszystko na własne życzenie. I tak sobie myślę – czy ta rodzina byłaby mniej szczęśliwa mieszkając w 3-pokojowym domu, z jednym samochodem, mniejszym telewizorem i tatą spędzającym popołudnia w domu, a nie w drugiej pracy? Dlaczego ciągłe kupowanie rzeczy, których w więkoszości przypadków i tak nie potrzebujemy, miałoby nam dać szczęście?

Być może zastanawiasz się dlaczego piszę o tym wszystkim na blogu o podróżowaniu. Piszę o tym, ponieważ downshifting  mógłby wielu ludziom pomóc w realizacji marzeń. Oderwanie się od wyścigu szczurów i od kultury konsumpcjonizmu to być może sposób na zauważnie, że w życiu chodzi o coś wiecęj niż tylko o pracę i posiadanie często zupełnie niepotrzebnych przedmiotów.

Wiecęj o downshifting tutaj (po angielsku).

Nie ma na co czekać

Roy Freeman, współautor popularnej książki „100 Things to Do Before You Die” zmarł kilka tygodni temu w wieku 47 lat. Tutaj można przeczytać o tym krótki atrykuł

Więc jeśli ciągle odkładasz realizację marzenia na „lepsze czasy”, pamiętaj, że życie jest krótkie.

Turysta vs Podróżnik

Wczoraj na lekcji hiszpańskiego rozmawialiśmy o różnicach między turystami i podróżnikami. Nasza nauczycielka na początku dyskusji stwierdziła, że to to samo, ale my szybko udowodniliśmy jej, że to jednak zupełnie dwie różne kategorie :) Przy okazji rozmyślań nad tym tematem znalazłam kilka fajnych cytatów świetnie pokazujących różnice.

„The traveler sees what he sees, the tourist sees what he has come to see.” G. K. Chesterton

„The traveler was active; he went strenuously in search of people, of adventure, of experience. The tourist is passive; he expects interesting things to happen to him. He goes „sight-seeing.”” – Daniel J. Boorstin

„Tourists don’t know where they’ve been, travelers don’t know where they’re going” Paul Theroux

„Travelers are those who leave their assumptions at home and [tourists are] those who don’t”. Pico Ayer

FAQ czyli często zadawane pytania

Nie da się ukryć, że jesteśmy podekscytowani wyjazdem. Zresztą kto by nie był. Dlatego im bliżej godziny ‚zero’ tym częściej mówimy innym o naszych planach. Mówimy rodzinie, przyjaciołom, znajomym z pracy. I niesamowite jest w jak różny sposób ludzie reagują …

#1. Ale super się macie!!! Taka długa podróż!!! Szkoda, że ja tak nie mogę!
Skoro my możemy to i ty możesz. Z tym, że kwestia ‚móc’ jest drugorzędna. Przede wszystkim trzeba chcieć.

#2. Ale wy musicie mieć kupe pieniędzy!!!
Na początek gwoli wyjaśnienia – nie jesteśmy, tak jak niektórym może się wydawać, bogaczami ani dziećmi milionerów. Kiedy odpowiadamy, że podróżowanie będzie nas kosztować mniej niż nasze dotychczasowe życie, mało kto nam wierzy. A jednak! Według wszelkich możliwych kalkulacji wychodzi nam, że średni koszt miesiąca w podróży (transport, jedzenie, noclegi itp) będzie mniej więcej taki jak miesięczny koszt samego tylko wynajmu mieszkania w Sydney. Podróżowanie wcale nie musi być drogie!

#3. A nie boicie sie?
A czego mamy się bać?

#4. Nie szkoda wam wydawać oszczędzonych pieniędzy na podróż?
W żadnym wypadku. Pieniądze oszczędzaliśmy z myślą o podróży, od samego początku podróż była tym, co motywowało nas do oszczedzania. Pieniądze to tylko pieniądze – jeśli ich brakuje można poszukać nowej/dodatkowej pracy i je zarobić. Dla jednych wydawanie oszczędności na podróż może wydawać się nieodpowiedzialnym zagraniem, ale dla nas to pakowanie się w 25-letni kredyt na mieszkanie w wieku 20-kilku lat to coś niewyobrażalnego. Mieszkanie nie zając. Nie kupienia go teraz na pewno nie będziemy żałować tak, jak żałowalibyśmy, gdybyśmy nie ruszyli w podróż.

#5. A co z wszystkimi waszymi rzeczami, meblami, samochodem?
Sprzedajemy! Pozbywamy się wszystkiego poza kilkoma pudłami ubrań, książek i innych osobistych rzeczy.

#6. Nie szkoda wam robić sobie tak długiej przerwy w pracy i przez to ryzykować trudności ze znalezieniem nowej po powrocie?
Nie szkoda. Jest spora szansa na to, że podróż otworzy nam oczy na nowe możliwości i da nam nowe umiejętności i wiedzę. Może na trasie wpadnie nam do głowy genialny pomysł na biznes. A może potencjalni pracodawcy stwierdzą, że nasze doświadczenie podróżnicze jest na wagę złota. Trudno powiedzież jak będzie, ale pewne jest to, że jakaś praca się znajdzie.

#7. Jak sobie poradzicie kiedy po podróży zamieszkacie w zupełnie nowym kraju? Znacie tam kogos, znacie jezyk?
Po podróży chcemy zamieszkać w Hiszpanii. I jesteśmy pewni, że będzie dobrze. Kiedy przyjechaliśmy do Australii też nie znaliśmy nikogo, a jednak poradziliśmy sobie. Początki nie były zawsze różowe, ale bardzo szybko zaczęło być ok. Teraz jesteśmy mądrzejsi o doświadczenia życia w obcym kraju, a to na pewno pomoże. Jeśli chodzi o język, to z dnia na dzień nasz hiszpański jest coraz lepszy. Języka uczymy się od marca. Oczywiście nie ma szans na to, że do grudnia będziemy znać go na tyle, żeby bez problemu funkcjonować w Hiszpanii. Dlatego część naszej podróży będzie miała charakter edukacyjny – chcemy spędzić kilka miesięcy ucząc się hiszpańskiego w Ekwadorze i pracując w charakterze wolontariuszy. 4 godzinny spędzone codziennie z nauczycielem plus kilka kolejnych godzin spędzonych w otoczeniu ekwadorczyków wydają się być dobrą receptą na szybką naukeę języka.

#8. Kiedy w końcu osiądziecie gdzieś na stałe i zaczniecie normalne życie?
A co to jest normalne życie? I dlaczego siedzenie w jednym miejscu ma być lepszym życiem niż przemieszczanie się?