Hoi An

Hoi An zachwyciło nas. Zachwyciło nas bardzo. Zachwyciło nas jak mało które miasteczko w Azji. Zachwyciło nas nawet bardziej niż Luang Prabang w Laosie. To prawda, że  starówka jest bardzo, bardzo turystyczna, ale ma też bardzo, bardzo dużo charakteru. Wąskie uliczki, żółte domki, kolorowe lampiony. To wszystko robi Hoi An świetny klimat.

To, co od razu rzuca się w oczy to niesamowita ilość krawców. Przewodnik podaje, że jest tu ponad 500 sklepów oferujących usługi krawieckie. Całkiem spora grupa turystów zatrzymuje się w Hoi An na dłużej właśnie w celu skompletowania garderoby. A opłaca się to bardzo. Za cenę jednego dobrego garnituru kupionego w kraju europejskim tu można uszyć co najmniej pięć garniturów z wysokiej jakości kaszmiru. Ciężko było na.m się powstrzymać i też zaliczyliśmy w Hoi An szycie, choć nie garnituru. Z miasteczka wyjechaliśmy z czterema parami spodni i koszulą. Kolejna, trzecia już paczka z podróży w drodze

Hoi An

Hoi An

Hoi An

Hoi An

Więcej zdjęć w galerii

Reklamy

Nha Trang

Od kilku tygodni podróżujemy po Azji troszkę szybciej niż przez pierwsze miesiące (próbujemy złapać trochę lata w Polsce), ale to nie znaczy, że jakoś strasznie lecimy do przodu i przez to nie mamy czasu na odpoczynek. Odpoczynku mamy dużo, nawet bardzo. Na przykład w Nha Trang.  To było wielkie obijanie. Leżaczek. Plaża. Z jednej strony morze. Z drugiej strony basen. Niebieskie niebo. Zimne piwko.

Nha Trang

Nha Trang

Sajgon w Sajgonie

Szacuje się, że w Sajgonie – oficjalnie Ho Chi Minh City – jest jakieś 3.5 miliona motocykli różnej maści. Jeśli dodać do tego najbardziej hardcorowe zasady ruchu drogowego w Azji Południowo-Wschodniej (czytaj – brak zasad), to wychodzi z tego mieszkanka prawie wybuchowa. Przynajmniej z punktu widzenia kogoś, kto w Wietnamie jest dopiero od kilku dni. Miasto jest prawdziwie szalone jeśli chodzi o ruch drogowy. Pieszy zupełnie się nie liczy, nie ma żadnych praw. Każda próba przejścia na drugą stronę ulicy wywołuje lawinę klaksonów i gwarantuje przyspieszone bicie serca. Obserwacja skrzyżowań zapewnia zawrót głowy. Dzieje się.

Saigon

Saigon

Bicycle

Cao Dai Temple

Shoes and hats

Good Morning Vietnam

Do Wietnamu wjeżdżaliśmy ze sporą dozą niepewności. Nasłuchaliśmy się jaki to okropny kraj i okropni ludzie, jak każdego traktują jak chodzący bankomat, jacy są upierdliwi i jak to nie dają człowiekowi spokoju. Więc zastanawialiśmy się jak my wytrzymamy w tym okropnym, wstrętnym Wietnamie. I wiecie co? Wytrzymujemy i całkiem nam tu dobrze. Nawet bardzo.

Wizytę w Wietnamie zaczęliśmy od samego południa kraju – w przygranicznym miasteczku Ha Tien, z którego jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do Chau Doc. Z przejścia granicznego złapaliśmy transport na dworzec autobusowy i jak wielka była nasza radość, gdy okazało się, że autobus właśnie odjeżdża. Coś nam nie pasowało, bo poza nami w autobusie było jeszcze tylko trzech pasażerów. Bardzo to nieazjatyckie. Normą jest zapełnianie autobusów tak bardzo jak się da. Szczęście nie trwało długo, bo po jakiś 50om autobus zjechał na stację benzynową, gdzie stał przez dobrą godzinę i zbierał ludzi…

Do Chau Doc, a potem do Can Tho pojechaliśmy zobaczyć słynną Deltę Mekongu. Na rzekach i kanałach było bardzo kolorowo, bardzo ruchliwie i bardzo inaczej czy wszędzie indziej w Azji.

Mekong Delta, Cau Doc

Floating Market, Can Tho

Floating Market, Can Tho

Floating Market, Can Tho

Kambodża – informacje praktyczne

Wiza

Wiza jest dostępna w ambasadach, na lotniskach i na przejściach lądowych. Potrzebne są dwa kolorowe zdjęcia. Koszt wizy na pobyt do trzech miesięcy to $20. My załatwialiśmy wizę w ambasadzie w Vietniane, odbiór był tego samego dnia.

Transport

Zasadniczo funkcjonuje bardzo sprawnie. Jeśli chodzi o autobusy to istnieją trzy czy cztery ogólnokrajowe firmy przewozowe. W Phnom Penh każda ma swój własny dworzec autobusowy. Bilety można kupić na dworcu lub przez hotel. Hotele czasem kasują $1 więcej, ale cena zawiera transfer na dworzec, więc i tak się opłaca, bo odpada koszt dojazdu na dworzec. Autobusy są nie najgorsze, wszystkie z klimatyzacją.

Istnieją też firmy, które przewożą tylko turystów, ale u nich płaci się jakieś 2 razy więcej niż w zwykłym autobusie. Serwis jest co prawda lepszy (toaleta na pokładzie, przekąski itp), ale biorąc pod uwagę, że większość tras w Kambodży nie jest dłuższa niż 6-7h to da się wytrzymać bez takich luksusów.

Trzy popularne trasy rzeczne to Phnom Penh – Siem Reap, Phnom Penh – Cau Doc (Wietnam), Siem Reap – Battambang. O ceny biletów warto popytać w kilku różnych agencjach, bo mogą się sporo różnić.

Phnom Penh – Sieam Reap autokarem – $5
Phnom Penh – Sieam Reap łodzią – około $25
Sieam Reap – Battambang autobusem – $4
Sieam Reap – Battambang łodzią – $18
Phnom Penh – Kampot autobusem – $6
Phnom Penh – Chau Doc łodzią – około $21
Phnom Penh – Ho Chi Minh City autobusem – około $13

Pieniądze i ceny

W obiegu są dwie waluty – amerykański dolar oraz lokalny riel. Za wszystko można płacić każdą z tych walut, stosowane są całkowicie zamiennie. Często resztę dostaje się trochę w $, a trochę w rielach. Dla ułatwienia rozliczeń zakłada się, że $1 to 4000 rieli. Jednak wymieniając $ w kantorze można dostać za niego około 4120 rieli.

Bankomatów jest całkiem sporo w Sieam Reap i Phnom Penh.

Nasze średnie dzienne wydatki wyniosły $42 (na dwie osoby).

Przykładowe ceny:
$1 – bagietka z pasztetem, szynką i warzywami
$1 – 1kg prania
$1 – obiad na straganie
$2-3 – obiad w restauracji
$0.75 – piwo Angkor
$0.75 – woda 1.5l
700 riel – woda 0.8l (nie wszędzie dostępna)
1500 do 4000 riel – internet w zależności od miejsca

Phnom Penh

Tu wypróbowaliśmy kilka różnych hoteli. Zdecydowanie najtaniej jest przy jeziorze, ale według nas nieciekawie. W okolicy dosyć intensywnie śmierdzi, bo tutejsze hotele odprowadzają ścieki wprost do jeziora. Klaustrofobicznie mała dwójka z łazienką i wiatrakiem od $5. Z klimą za $10. Hotelików o podobnym standardzie kilkanaście, jeden obok drugiego.
Dużo ciekawiej choć ciut drożej jest w okolicach rzeki. Tu a $12,5 można mieć bardzo duży pokój z klimą, lodówką, kablówką, ciepłą wodą i wifi (Royal Highness Hotel). Do tego dobra lokalizacja, blisko Pałacu, kupa przyjemnych restauracji.
Jeszcze inna opcja to guesthousy w okolicach Russian Market. Tam polecamy Spring Guesthouse. Dwójka z łazienką, wiatrakiem, kablówką i lodówką za $8. Pokój z klimą za $10.
Wynajęcie tuk-tuka na całodniową wycieczkę po Phnom Penh i okolicy – $10-15 w zależności od tego ile miejsc się odwiedza.
Wstępy:
Pałac – $6 (nie można wejść w spodniach/spódnicy przed kolana i z odkrytymi ramionami)
Genocide Museum – $2
Killing Fields – $2

Sieam Reap
Spaliśmy w Sieam Reap River View hotel. Dwójka z klimą, ciepłą wodą, lodówką, kablówką, wifi za $12. Są w Siem Reap tańsze miejsca, ale nie chciało nam się łazić z plecakami.
Około 17.00 w centrum rozkłada się kilkadziesiąt ulicznych restauracji, gdzie można zjeść za $1.
Bilet do Angkoru kosztuje $20 na dzień, $40 na trzy dni i $60 na tydzień. Bilet jest ważny od 5.30 rano, więc można wieczorem dzień przed rozpoczęciem zwiedzania na darmo, bez biletu, zobaczyć zachód słońca.
Tuk-tuk do którego zmieszczą się cztery osoby na cały dzień zwiedzania kosztuje jakieś $10-12 (w zależności od umiejętności negocjyjnych). Na trzy dni można mieć tuk-tuk za jakieś $25.

Battambang
Bilet na łódź do kupienia w każdej agencji turystycznej w Sieam Reap, ale warto najpierw popytać w kilku miejscach. Podawano nam ceny od $18 do $25 za tą samą łódź. Łódź odpływa o 7 rano. Cena biletu zawiera transport z hotelu do przystani. Podróż trwa od 6 do 8 godzin w zależności od poziomu wody.
Royal Guesthouse – ogromny, bardzo dużo różnych pokoi. Ceny od $5 za dwójkę.
Wynajęcie motoru z kierowcą-przewodnikiem na cały dzień – $8
Bambusowy pociąg – $8 (zmieszczą się dwa motory i jakieś 6-8 osób)

Kampot & Kep
River View Hotel – przy samej rzece, niedaleko nowego mostu. Dwójki za $6 i $8.
Wynajęcie motoru na mieście cały dzień – $5 (w hotelu drożej)
1kg krewetek na targu w Kep – około $4
1 kg krabów – około $5
ugotowanie tego wszystkiego – około 2000 kip
Przejście graniczne z Wietnamem jest 50km od Kampot. Tuk tuk kosztuje akieś $13. Można też pojechać motorem za $5.

Kampot & Kep

Najświeższe w życiu owoce morza jedliśmy w Kambodży na targowisku w Kep. No bo nie da się chyba bardziej świeżo niż kraby i krewetki dopiero co wyciągnięte z wody i jeszcze całkiem żywe. Wszystko jest dobrze pomyślane na targowisku – zakupione kraby i krewetki od razu trafiają do wielkiego gara z wrzątkiem, gdzie powolutku się gotują. A potem siada się na ławeczce nad brzegiem morza i zjada te pyszności. Żyć nie umierać.

Kep, around Crab Market

Kep, Crab Market

Kep odwiedziliśmy przy okazji pobytu w Kampot, niewielkiej miejscowości na południu kraju, kiedyś miasta-resortu, dziś dosyć mocno podupadniętego. Wzięliśmy motor i objechaliśmy okolice. Po raz kolejny okazało się, że kambodżańska prowincja to atrakcja numer 1 w tym kraju. Więc jeśli wybierasz się do Kambodży to nie ograniczaj się do Angkoru. Kambodża ma dużo więcej do zaoferowania.

Kampot

Kampot

Kampot

Battambang

Mamy nowego lidera na liście najbardziej niewygodnych podróży. To podróż łodzią z Sieam Reap do Battambang. Łódź, na którą nas wsadzono zupełnie nie przypominała tej, która widniała na plakatach w wielu agencjach turystycznych w Sieam Reap. Do tego łódź była dosyć mocno przeładowana, więc przez osiem godzin (miało ich być sześć) siedzieliśmy wszyscy praktycznie nieruchomo na niziutkich i bardzo wąskich ławeczkach. Kilku szczęśliwców załapało się na kamizelki ratunkowe, które po podłożeniu ich pod tyłek minimalnie poprawiały komfort podróży. Reszta męczyła swoje cztery litery na twardych siedzeniach.
Całe szczęście trasa była bardzo malownicza – pływające wioski na jeziorze i przy rzece, wąskie kanały, a wokół niesamowita zieleń. To oczywiście nie zmienia faktu, że do Battambang przyjechaliśmy wykończeni i dosyć zdrętwiali.

Urok Kambodży to według nas przede wszystkim prowincja i okolice Battambang są na to świetnym dowodem. Początkowo planowaliśmy wynająć motor i samodzielnie pojeździć po okolicy, ale w końcu zdecydowaliśmy się na dwa motory z kierowcami-przewodnikami. I to był strzał w dziesiątkę. Obwieźli nas wąskimi drogami po różnych wioskach, do których sami za żadne skarby byśmy nie trafili. Pokazali nam zabytki z czasów przedangkorskich. Opowiedzieli nam bardzo dużo o Kambodży, jej mieszkańcach, historii, polityce i nadużyciach rządzących. Włos się jeży na głównie. Jeden z naszych przewodników to magister geologii, płynnie mówiący po angielsku i rosyjsku. Z dwójką dorastających dzieci i żoną chorą na raka piersi, jest jedynym żywicielem rodziny. Oczywiście pracy dla geologa nie ma, więc pieniądze zarabia wożąc turystów…

In Battambang

In Battambang

In Battambang

Kulminacyjnym punktem programu – i przy okazji hitem pobytu w Battambang – była przejażdżka bambusowym pociągiem. To wymyślony przez lokalsów środek transportu, służący głównie do przewozu towarów. Bambusowy pociąg to dwie osie, cztery koła i drewniano-bambusowa platforma. Bambusowa, bo pociąg musi być lekki. Mając tylko jeden tor i „pociągi” jeżdżące w dwóch kierunkach trzeba często ściągać je z torów, tak aby mogły się minąć. Takie spotkania dwóch bambusowych pociągów jadących w przeciwnych kierunkach powodują podobno często dosyć mocne spięcia – platformy są zazwyczaj bardzo załadowane i nikt nie chce, żeby to jego pociąg trzeba było demontować.
Super jazda!

Bamboo train, Battambang