Reaktywacja!

Po pół roku od ‚powrotu do rzeczywistości’ po naszej podróży nadszedł czas na reaktywację bloga! Blogowanie mnie uzależniło i nadal chcę pisać o podróżach. Ale nie tylko o nich. Będzie też o życiu na emigracji, o fotografii i kilku innych rzeczach.

Poza nową, poszerzoną tematyką będzie nowy adres i szata graficzna. „Przeprowadzka” mam nadzieję odbędzie się bezboleśnie – zorganizuję automatyczne przekierowanie, więc wpisując obecny adres zostaniecie przeniesieni na nowy blog. To wszystko wydarzy się w ciągu tygodnia.

Mam nadzieję, że czytelnicy, którzy byli z nami w czasie podróży znów zaczną zaglądać!

Destination World

Już od jakiegoś czasu żyjemy sobie dosyć stacjonarnie, ale myśli nasze nadal pełne są wspomnień z podróży. Wspomniania te są na tyle intensywne, że postanowiłam przelać je na papier, a w zasadzie na bloga. Tak właśnie narodził się mój nowy blog podróżniczo-fotograficzny.

Jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam na

Destination World

Blog z Australii

Niniejszym ogłaszam, że projekt Przeprowadzka, czyli Magda i Przemek w podróży zostaje zakończony, w związku z czym na tym blogu nie ukażą się już żadne wpisy.

Dziękujemy wszystkim za czytanie, kibicowanie, komentowanie i za miłe słowa!!!

A jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam na ciąg dalszy, czyli blog projektu Australia 2.0.

www.wkrainieoz.wordpress.com

Indie północne – informacje praktyczne

Informacje zebrane na trasie Varanasi-Agra-Jaipur-Pushkar-Bundi-Udaipur-Jodhpur-Jaisalmer-Amritsar-Dharamsala-Manali-Srinagar-Ladakh-Manali-Chandigar-Haridwar-Delhi

Wiza

Niezbędna. Nie ma możliwości jej uzyskania na granicy czy lotnisku. Koniecznie trzeba o nią wystąpić wcześniej. My ubiegaliśmy się o wizę w indyjskiej placówce dyplomatycznej w Kathmandu, co wszystkim szczerze odradzamy. Zabiera to jakieś 2 tygodnie i wymaga trzech długich wizyt w konsulacie, gdzie efektywność pracy jest żadna.

Pieniądze i koszty

Walutą Indii jest rupia. W czasie naszego pobytu w Indiach US$1 = około 47 rupii. Indie są bardzo tanie. Nasze średnie dzienne wydatki wyniosły po 1000 rupii ($21) na osobę w Ladakh i po 750 rupii ($15) na osobę w pozostałej części kraju. Przy czym w Ladakh kilkakrotnie wypożyczaliśmy samochód z kierowcą, co nie jest tam tanie, a w reszcie Indii większość nocy spędzaliśmy w klimatyzowanych pokojach (z powodu nieopisanych upałów), co podniosło koszty. Więc da się taniej.

Bankomaty są powszechne i nie ma z nimi problemu (może poza Indusami, którzy namiętnie zaglądają przez ramię jak się wyciąga kasę – trzeba ich po prostu stanowczo przegonić to się odsuną ;))

Przykładowe ceny:
– dwójka z łazienką, z wiatrakiem – od 200r za norę. Coś miłego od 300r
– dwójka z łazienką, z klimą – od 500r
– masala dosa – od 35r
– thali – od 40r w podłej knajpie, od 60r w miłej, czystej restauracji
– internet – od 20r/h w Delhi do 90r/h w Leh
– woda 1l – 10-12r
– napoje gazowane 0.5l – 12r
– piwo w sklepie – 70r

Na praktycznie każdym towarze sprzedawanym w jakimś opakowaniu nadrukowana jest maksymalna cena tego towaru. Czasem sprzedawca żąda ceny wyższej niż ta sugerowana i wtedy trzeba się targować. Faktem jest, że turyści prawie zawsze muszą zapłacić tą maksymalną cenę narzuconą przez producenta, podczas gdy lokalsi płacą mniej.

Transport

Na długich trasach zdecydowanie warto wybrać pociąg. Dokładne informacje o kolei w Indiach, o klasach pociągów itp można znaleźć tutaj. Bilety można kupić na miejscu w kasie lub przez internet. Na większych stacjach są osobne kasy dla turystów. Jeśli takich kas nie ma trzeba się przygotować na sporo czekania i przepychania. Rozkład pociągów i orientacyjne ceny można sprawdzić na stronie ClearTrip. Można też przez nią kupić bilet. Trzecia opcja zakupu to wizyta w jednym z wielu lokalnych biur podróży, które za niewielką prowizję kupią bilet. Jeśli na Clear Trip dostajemy info, że biletu na daną trasę nie ma, warto wybrać się na dworzec albo do biura podróży. Tam kasjerzy mają dostęp do tzw. tourist quota, czyli biletów zarezerwowanych specjalnie dla turystów, które nie pokazują się na Clear trip.

Na krótkich trasach warto wybrać autobus, bo z naszego doświadczenia autobusy są w miarę punktualne (czego nie można powiedzieć o pociągach). Autobusy są państwowe i prywatne. Państwowe są niesamowicie tanie, ale zazwyczaj w bardzo kiepskim stanie i brudne. Prywatne ciut droższe, ale nadal tanio. Lepszy stan techniczny i komfort niż w państwowych.  W Radżastanie powszeche są autobusy sypialne.

Na bardzo krótkie trasy typu dworzec – hostel najlepsze są riksze. Rowerowe są bardzo tanie, motorowe ciut droższe. Trzeba się mocno targować, bo kierowcy mają tendencję do rzucania cenami w kosmosu.

Varanasi

  • riksha motorwa z dworca kolejowego nad rzekę – około 50r
  • guest housy nad Gangesem w okolicach głównego ghatu – od 250r za dwójkę z łazienką
  • wynajęcie łodzi rano – cena wywoławcza to około 50r za osobę za godzinę. Rejsy w ciągu dnia są tańsze
  • codziennie o zachodzie słońca przy głównym ghacie zaczyna się ceremonia, którą koniecznie trzeba zobaczyć. Warto przyjść godzinę wcześniej, żeby zając dobre miejsce
  • internet 20r/h
  • dobre i niedrogie jedzenie w backpackerskiej knajpie Mona Lisa

Agra

  • riksha motorowa z dworca Agra Fort pod Taj Mahal – 40r
  • Hotel Raj 150m od południowej bramy Taj Mahal, 450r za dwójkę z klimą
  • riksha na punkt widokowy po drugiej stronie rzeki – 150r w dwie strony
  • wejście na ten punkt widokowy – 100r, ale wystarczy iść jakieś 150m wzdłuż płotu okalającego to miejsce, żeby dojść do punktu z identycznym widokiem, tyle że darmowego
  • autobus prywatny delux do Jaipur odjeżdża z miejsca jakieś 100m od dworca autobusowego. 211r za non-AC, co godzinę. O 6.30 i 14.30 AC za 324r
  • Wejście do Taj Mahal kosztuje 750r. W cenie mała butelka wody i ochraniacze na buty

Delhi

  • dziesiątki hosteli i hoteli w dzielnicy Paharganj
  • zatrzymaliśmy się w hotelu Raj. 650r za dwójkę z klimą. Elegancko
  • przejazd metrem kosztuje od 10r (drożej na dłuższe dystanse)
  • internet 20r/h

Radżastan

  • Jaipur – bardzo dużo hoteli w okolicach dworca autobusowego. Dwójka z klimą od 500r; wejście do pałacu – 300r; autobusy do większości miast w Radżastanie z dworca autobusowego
  • Pushkar – Milkman Guesthouse, dwójka z klimą za 500r; częste autobusy do Ajmer. Tam można przesiąść się na wiele różnych kierunków
  • Bundi – dwójki z wiatrakiem od 200r; wejście do fortu 60r + 50r pozwolenie na aparat
  • Udaipur – wiele guesthousów w okolicach jeziora. Dwójki z klimą od 500r, bez klimy od 300r; wejście do pałacu – 300r; wejście na pokaz tradycyjnych tańców – 110r w tym pozwolenie na aparat
  • Jodhpur – dwójka z klimą od 500r; wejście do fortu 300r; riksza z centrum do fortu 50r; riksza z centrum do dworca kolejowego – 30r
  • Jaisalemer – dwójka z klimą od 500r; wejście do fortu bezpłatnie, poza muzeum

Amritsar

  • dziesiątki hosteli i hoteli w okolicach świątyni. Dwójka z klimą od 500r
  • można bezpłatnie spać w dormitorium na terenie świątyni. Osobne dormitorium dla obcokrajowców. Dotacja mile widziana
  • wejście do świątyni jest bezpłatne
  • bezpośredni autobus do Dharamsali, 11.15 rano, 160r za osobę

Daramshala

  • dojazd z dolej Dharamsali do górnej (McLeod ganj) – 10r autobusem
  • dziesiątki guesthousów w McLeod Ganj, dwójka bez łazienki od 150r, z łazienką od 300r
  • lokalne agencje organizują trekingi po okolicach (np. Kullu Valley)
  • autobusy do Manali – lokalny o 6.00 z głównego placu w McLaod Ganj, 10-12h, 290r, nocny turystyczny – około 600r

Manali

  • najtańsze guest housy są w Old Manali. To jakieś 30min pieszo pod górkę od dworca autobusowego. Dwójka z łazienką od 150r (podły i brudny pokój). Coś lepszego od 300r
  • najtańsze jedzenie w lokalnych restauracje w okolicach dworca autobusowego. Restauracje w Old Manali są drogie

Chandigarh

  • nie ma tanich guest housów. Najtańszy hotel jaki udało nam się znaleźć kosztował 800r za dwójkę z klimą. Niestety nie pamiętamy nazwy, ale było to jakieś 10min spacerek od głównego dworca autobusowego, przy ulicy Himalaya Marg, bardzo blisko Hostelu Piccadily

Haridwar

  • dużo guest housów, czysta dwójka bez klimty od 300r

Ladakh

  • Dotrzeć można drogą lądową lub powietrzną. Loty są przez cały rok tylko do Delhi i do Srinagar. Lądem można dojechać na dwa sposoby. Pierwsza, najkrótsza trasa wiedzie przez Manali do Leh. Ta droga otwarta jest tylko kilka miesięcy w roku (zazwyczaj od połowy czerwca do końca wrzesnia). Trasa ma 473km i jej pokonanie zajmuje co najmniej 20h (jeep), a nawet 2 dni (zwykły autobus). Druga opcja to trasa przez Jammu i Srinagar. Zajmuje więcej czasu, ale ta droga jest otwarta przez dłuższy czas (Jammu-Srinagar w zasadzie przez cały rok, Srinagar-Leh przez co najmniej 6 miesięcy w roku).
  • Koszt przejazdu na trasie Manali-Leh to jakieś 15tys rupii za jeep (do 6 osób). Można też jechać  autobusem lub minibusem. Minibus kosztuje około 1500-1800r za osobę, jedzie co najmniej 20h. Autobus zwykły (dla lokalsów) kosztuje około 900r i jedzie 2 dni (z noclegiem na trasie). Jest jeszcze luksusowy autobus klimatyzowany. 1800r, dwa dni.
  • Koszt przejazdu na trasie przez Jammu i Srinagar. Z Jammu do Srinagar można pojechać autobusem (200r), minibusem (300r) albo jeepem (400r).  Dojazd zajmuje od 7 do 12h w zależności od pojazdu. Ze Srinagar do Leh jest wybór pomiędzy autobusem (2 dni, z noclegiem w Kargil, około 500r) albo jeepem (3tys za osobę, jakieś 12h jazdy). Wybierając tą trasę warto wcześniej na bieżąco obserwować sytuację w okolicach Srinagar (częste strajki i zamieszki)
  • Stolicą Ladakh jest Leh. Większość guest housów znajduje się w dzielnicy Changspa. Przyzwoitą dwójkę z łazienką można znaleźć od 300r.
  • W Changspa jest kilkadziesiąt agencji organizujących treki, wycieczki itp itd.
  • W wiele popularnych miejsc wokół Leh można dojechać lokalnym autobusem. To może być jednak dosyć czasochłonne. Wtedy warto wynająć samochód. Nie jest to tanie, więc najlepiej znaleźć kilka dodatkowych osób. Wszystkie samochody wożące turystów po Ladakh mają jednakowe ceny. Każdy kierowca ma książeczkę z listą wszystkich możliwych tras i z cenami. Ceny są za samochód. Do typowego samochodu wchodzi zazwyczaj max 6 pasażerów. Można uzyskać zniżkę (5-10%) po prostu o nią pytając. Przykładowe ceny: 3-dniowa wycieczka do Nubra Valley 5000r, 1-dniowa wycieczka do Pangong Lake – 5000r; 3-dniowa wycieczke do Tso Moriri – 8000r; 3-dniowy przejazd z Leh do Manali przez Tso Moriri i Tso Kar – 18000r, 1-dniowa wycieczka do monasterów wzdłuż drogi do Srinagar (Lamayuru, Alachi itd) – 3500r. Na wycieczki do pewnych miejsc potrzebne są pozwolenia. Można je załatwić przez każdą agencję. Pozwolenie kosztuje zazwyczaj 100-150r, jest ważne 5 dni i może być ważne na kilka miejsc (trzeba to zaznaczyć wypełniając formularz).

Nepal – informacje praktyczne

Zaległe info praktyczne z Nepalu.

Wiza

Wizę można kupić na lotnisku w Kathmandu oraz na przejściach granicznych. Potrzebny jest wypełniony formularz, jedno zdjęcie i opłata (na lotnisku w Kathamandu przyjmowano dolary amerykańskie, euro, dolary australijskie i kilka innych walut). Wiza na 15 dni kosztuje  US$25, 30 dni to US$40, a 100 dni to US$100.
Wizę można przedłużyć w biurze imigracyjnym (na pewno są one w Kathmandu i Pokharze). Można przedłużyć na minimum 15 dni. Kosztuje to $30. Każdy kolejny dzień powyżej 15 dni to kolejne $2. Nie ma możliwości przedłużyć tylko o 2 czy 5 dni i zapłacić mniej.

Pieniądze i koszty

Walutą jest rupia nepalska. US$1 to na dzień dzisiejszy mniej więcej 73 rupie.

Nepal jest tani. Nasze średnie dzienne wydatki wyniosły $16 na osobę, w tym wszystkie noclegi, przejazdy, jedzenie, pozwolenia na treking, pamiątki itp itd. Czyli wszystko-wszystko.

Nie ma problemu z dostępem do pieniędzy w Kathmandu i w Pokharze. W dzielnicach turystycznych tych miast jest sporo bankomatów i punktów wymiany pieniędzy. Bankomaty mają zazwyczaj limit jednej wypłaty na poziomie od 10 do 16tys rupii.

Przykładowe ceny:
– pokój 2 osobowy – 250-350 bez łazienki, 400-600 z łazienką, na treku zazwyczaj nie więcej niż 150r
– litrowa butelka wody – 10-20 r
– Cola 0.5l – 40r
– internet za godzinę – od 35 w Kathmandu do 100 w Pokharze i Chitwan
– thali – w knajpie nieturystycznej poniżej 100r, w turystycznej jakieś 120-140r
– momos – 60-100 za porcję w zależności od lokalu
– piwo w knajpie – od 200 r
– piwo w sklepie – 150-180r
– obiad na trasie trekingu wokół Annapurny – 200 do 400r za dania wegetariańskie
– pranie -50-60r za kg

Kathmandu

  • Oficjalna (przedpłacona) taksówka z lotniska na Thamel kosztuje 500r. Poza lotniskiem można wytargować taxi za połowę tej ceny, a nawet za darmo jeśli pozwolimy się zawieźć to „zaprzyjaźnionego” guesthousu.
  • dzielnica turystyczna nazywa się Thamel i składa się z guest housów, restauracji i sklepów wszelkiej maści. Zatrzymaliśmy się w Hotelu Poon Hill (jakieś 30m od Everest Steak House, który zna każdy taksiarz). 450 za dwójkę z łazienką.
  • zaraz obok (po lewej stronie patrząc na rodzaj pasażu, który prowadzi do hotelu), jest mała restauracyjka. Niestety nie pamiętamy nazwy. Jedna z najtańszych na Thamelu, dobre jedzenie. Większość restauracji w okolicy kasuje dodatkowo jakieś haracze typu 10% ‚service charge‚ i jeszcze 13% GST.
  • na obrzeżach Thamelu można zjeść za mniej niż 100r
  • codziennie o 7.00 odjeżdża z Thamelu (spod muru otaczającego ambasadę amerykańską) jakieś 10-15 autobusów do Pokhary. Niby są to autobusy turystyczne, ale 80% pasażerów stanowią lokalsi. Lokalne agencje sprzedają na nie biletu w cenie 400r. Autobusów jest jednak tak dużo, że nie ma sensu kupować biletu wcześniej. Rano można utargować z kierowcą lepszą cenę
  • internet na Thamelu kosztuje od 35 do 60r w zależności od miejsca
  • prądu nie ma co najmniej 5-6h dziennie. W guest housach mają wywieszony grafik z przerwami w dostawie prądu
  • w historyczne miejsca wokół Kathmandu (np. Patan) mozna dojechać tanimi jak barszcz lokalnymi minibusami

Pokhara

  • dzielnica turystyczna nazywa się Lakeside i składa się z guest housów, restauracji i sklepów dla turystów
  • z dworca turystycznego do Lakeside taksiarze zgodnie proszą o 130r. Wystarczy wyjść z placu dworca, by złapać coś za 100 albo i mniej. Można też iść pieszo. Do meeting point w Lakeside jest jakieś 25-30min z buta
  • spaliśmy w Elia Guest House, 330 za dwójkę bez łazienki. Bardzo czysto. Dużo młodych izraelitów, więc nie każdemu miejsce będzie odpowiadać. Żeby tam dojść trzeba skręcić w boczną drogę przy barze 7 Eleven. Hostel jest jakieś 100m od skrętu, po prawej stronie
  • jedzenie w Lakeside jest dosyć drogie, szczególnie w najbardziej ruchliwej części ulicy. Im dalej (w kierunku przeciwnym do zapory) tym taniej. Na krańcach można zjeść za mniej niż 100r
  • internet we wszystkich kafejkach kosztuje tyle samo – 100r za godzinę
  • Visa Extention Office niedaleko Lakeside działa o wiele sprawniej niż ten w Kathmandu i nikt nie próbuje nikogo oszukać (co jest ponoć normą w stolicy). Czynny od niedzieli do piątku od 10 rano. Załatwienie przedłużenia zabierze jakąś godzinę.
  • Pozwolenia na trekingi są wydawane w biurze Annapurna Area Conservation Project niedaleko tamy i dworca turystycznego. Pozwolenie na trek w region Annapunry kosztuje 2000r za osobę. Potrzebne są do niego dwa zdjęcia. Pozwolenie jest wydawane od ręki. Trzeba wyrobić jeszcze drugi permit, coś w rodzaju karty identyfikacyjnej. Kosztuje to $20 (płatne w rupiach po kursie z danego dnia). Także 2 zdjęcia, wydawane od ręki.

Park Narodowy Chitwan

  • autobus turystyczny z Kathmandu do Chitwan kosztuje 300r. Są też autobusy z Pokhary.
  • na miejscu jest sporo guest housów, ale wyraźnie droższych niż w Kathmandu i w Pokharze. Trzeba liczyć jakieś 550-650 za dwójkę z łazienką
  • przez większość dnia nie ma prądu
  • internet 100r/h
  • 4-godzinna wycieczka jeepem po parku kosztuje 800r + 500r za wstęp (za osobę). Są też wycieczki samochodowe 8-godzinne oraz piesze.
  • codziennie około 11.00 można przy rzece zobaczyć kąpiące się słonie. Cena wywoławcza za kąpiel z nimi to 100r za osobę
  • organizowane są przejazdy do granicy z Nepalem

Treking wokół Annapurny

  • mapę treku można kupić za kilkaset rupii w praktycznie każdym sklepie w dzielnicach turystycznych w Pokharze i Kathmandu. Otrzymując pozwolenie na trek dostajemy także małą książeczkę z informacjami o odległościach, różnicach wysokości i czasach marszu pomiędzy kolejnymi wioskami na trasie. Bardzo praktyczne, choć trochę niedokładne
  • Iść można w obu kierunkach. My zaczynaliśmy od strony Bhulbhule, bo to oznaczało trochę krótsze podejście pod przełęcz
  • codziennie o 6.30 z dworca turystycznego w Pokharze odjeżdża autobus do Besisahar (400r). Tam teoretycznie zaczyna się szlak, ale przez pierwsze 16km prowadzi mało interesującą zakurzoną drogą. Więc lepiej wsiąść w kolejny autobus, który zawiezie nas do Bhulbhule. Cena dla turystów 200r (lokalsi płacą 150). Przy odrobinie cierpliwości można utargować niżej.
  • Pomiędzy Bhulbhule a Mandi wioski są od siebie oddalone o nie więcej niż 2 godziny marszu (zazwyczaj jest coś co godzinę, półtora). Dlatego nie trzeba iść według przewodnika LP czy jakiegoś innego, który sugeruje pewne wioski jako punkty noclegowe. Każda wioska ma przynajmniej kilka guesthousów. Standardowo koszt noclegu to 100-150r za dwójkę. Można się dogadać z właścicielami i obiecując im stołowanie się u nich, zejść z ceną pokoju do zera rupii. Wybierając miejsce noclegowe warto dowiedzieć się jak jest z ciepłą wodą. Większość miejsc ma wodę grzaną słońcem. W takich miejscach najlepiej brać prysznic zaraz po dotarciu do nich. Jak tylko zachodzi słońce woda robi się chłodna. Kilka miejsc na trasie miało wodę grzaną gazem. Czasami trzeba za prysznic zapłacić coś ekstra, ale takich miejsc widzieliśmy mało.
  • jedzenie i napoje na trasie są droższe niż na nizinach i ceny rosną wraz z każdą odwiedzaną wioską. Cena posiłku to zazwyczaj 200-300r. Większość posiłków jest bezmięsna. W kilku miejscach mięso jest oferowane, ale takie danie może kosztować o 700r.
  • w każdej wiosce można znaleźć punkt poboru wody, którą lokalsi używają na co dzień. Korzystaliśmy tylko i wyłącznie z takiej wody (bezpłatnie) z dodatkiem tabletek odkażających.
  • w guest housach można kupować wrzątek w termosach. Wrzątek jest zdecydowanie tańszy niż herbata w termosie, więc warto mieć swoje espresówki.
  • na trasie można kupić batony, czekolady, ciastka, piwo, colę. Wszystko oczywiście w odpowiedniej cenie
  • w kilku miejscach była nawet możliwość korzystania z internetu. Ceny z kosmosu (jakieś 2-3r za minutę).
  • na trasie nie ma bankomatów, ale w jednej czy dwóch wioskach były sklepiki, które wydawały pieniądze z kart kredytowych
  • standardowo przejście trasy zabiera jakieś 16 dni. W tym jest jeden dzień postoju w Mandi. Nam przejście zabrało 14 dni, z dniem postoju w Tatopani.
  • wiele osób korzysta z pomocy przewodników i tragarzy. W naszym odczuciu przewodnik jest zupełnie zbędny, bo trasa jest dobrze oznaczona. Bez tragarza też można sobie poradzić (nam i wielu innym ludziom się to udało0. Grunt to nie brać rzeczy zbędnych, a na takim treku prawie wszystko jest zbędne. Nie mieliśmy śpiworów, korzystaliśmy z kołder i koców, które ma każdy guest house. Na sobie mieliśmy spodenki + koszulkę + dobre buty trekingowe + czapkę + kijki. W plecakach dodatkowo była jedna koszulka na zmianę (jedna spokojnie starczy, codziennie robiliśmy pranie), jedna zmiana bielizny, jedna zmiana skarpet, cienka bluza, polar, malutka kurtka przeciwdeszczowa, lekkie ciuchy do spania. Przemek miał dodatkowo polarowe kalesony, które w razie zimna wkładał pod spodenki. Ja miałam na zmianę cienkie długie spodnie. Mieliśmy każdy po parze klapek gumowych, jeden ręcznik na spółkę, podstawowe kosmetyki na spółkę. Aparat. I to wszystko. Wyszło gdzieś po 6kg na osobę i mieściło się w 35-litrowych plecakach.

Chcecie bloga? Będzie blog!

Nawet jak nie chcecie to i tak będzie :)

Blog będzie z Australii, choć pewnie nie tylko o Australii. Ruszy prawdopodobnie pod koniec sierpnia albo na początku września. Link do niego pojawi się tutaj niebawem. Ale jeśli komuś nie chce się zaglądać i sprawdzać czy już jest, to polecam subskrypcję. Wtedy info przyjdzie prosto do skrzynki e-mailowej.

Bilans zysków i strat

Zacznijmy od strat.

No bo kilka strat jednak ponieśliśmy. Na przykład Przemek pierwszego dnia pobytu w Azji stracił bluzę. A w zasadzie zapomniał jej w autobusie. Z rzeczy mniej apetycznych ja straciłam w Chile paznokcie z obu dużych palców u stóp (w wyniku trekingu po parku Torres del Paine). Jeden już odrósł, drugi prawie, więc się zbilansowało. Straciliśmy też naszą jedyną pamiątkę z Chin – tradycyjną ręcznie malowaną kaligrafię. Została w autobusie w Rosji, o czym przypomnieliśmy sobie ze trzy dni po fakcie. Straciliśmy też kilka czapek z daszkiem i okularów słonecznych. Jest też strata związana z nieodprowadzaniem składek na fundusz emerytalny przez okres ponad 18 miesięcy. Miejmy nadzieję, że strata jest do odrobienia. Oczywiście straciliśmy, a w zasadzie pozbyliśmy się dobrowolnie, przed podróżą całego naszego dobytku, w związku z czym zaczynać będziemy od zera. Choć akurat to nas nie martwi, a wręcz nasz ekscytuje.

A zyski?

Przede wszystkim zyskaliśmy coś co można chyba nazwać spokojem ducha. Trudno to wytłumaczyć. Mniej się wszystkim przejmujemy, więcej w nas cierpliwości, więcej optymizmu. Potrzeby też mamy teraz inne.  Nauczyliśmy się, że marzenia są po to, żeby je realizować. Że warto żyć w zgodzie z sobą, a nie tylko z obecnie panującą modą na karierę i posiadanie. Że materialnie do szczęścia nie trzeba wiele. Że wiele przedmiotów jakimi wcześniej się otaczaliśmy jest zbędna. Jesteśmy bardziej świadomi tego co chcemy i tego na co zupełnie nie mamy ochoty. Teraz chyba dużo łatwiej będzie nam stawiać czoła trendom i żyć po swojemu. Mamy więcej dystansu do siebie i do tego co się wokół nas dzieje.

Wszystkim polecamy takie ćwiczenie. Bo pozwala zmienić perspektywę. A chyba każdemu przydałoby się popatrzeć na własne życie w inny sposób.

Przygoda życia. Warto było.