Wietnam – informacje praktyczne

Wiza

Nie ma możliwości uzyskania wizy na granicy. My ubiegaliśmy się o wizę w ambasadzie w Phnom Penh. Wiza była gotowa tego samego dnia. Kosztowała $35.

Pieniądze i koszty

Nasze średnie dzienne wydatki wyniosły $46 za dwie osoby, w tym wypasiona wycieczka do Halong Bay. Przy czym zaznaczyć trzeba, że Wietnam oferuje świetny stosunek ceny do jakości. Nigdzie w Azji Płd-Wsch. nie podróżowaliśmy w takim komforcie za niezłą cenę. Normą są pokoje za $10 z klimatyzacją, łazienka z ciepłą wodą, tv z kablówką i bezprzewodowym internetem (lub bezpłatnym netem w recepcji). W Tajlandii za taki pokój trzeba by zapłacić jakieś $20.
Transport autobusowy kosztuje około $1 za godzinę jazdy.

Walutą obowiązującą w Wietnamie jest dong. $1 = oficjalnie 17800 dongów.
Ceny hoteli, wycieczek i transportu „turystycznego” podawane są zawsze w dolarach. Płacić można w dolarach lub dongach. W różnych miejscach stosowano przelicznik od 17700 do 18000 za $1.
Wszędzie indziej obowiązują ceny w dongach.

Bankomaty są powszechne. Poza Hanoi i Sajgonem większość bankomatów wypłaca maksymalnie 2 miliony dongów. Bankomat ANZ w Hanoi zaraz przy jeziorze wypłaca do 20 milionów dongów w jednej transakcji.

Przykładowe ceny:
9kg paczka do Polski (drogą morską) – 412tys
bagietka sucha – 2tys
bagietka-kanapka – od 8tys
piwo – 8-10tys w sklepie, w knajpie 10-14tys
woda 1,5l – 5-7tys
cały ananas – 6tys
puszka Coli – 6-7tys
internet – 1,5 – 6tys (w zależności od miejsca)

Transport

Bardzo sprawny i niedrogi. Najtaniej lokalnymi autobusami, ale te często są przeładowane i dosyć wolne.
Najbardziej popularna opcja to zakup tzw. Open Ticket na daną trasę, zazwyczaj między Hanoi i Sajgonem z postojem w popularnych miejscach typu Nha Trang, Hoi An czy Hue. Bilet taki kosztował od $38 do $45 w zależności od firmy transportowej. My nie kupiliśmy Open Ticket tylko kupowaliśmy bilety na każdy odcinek osobno i przejechanie trasy Sajgon – Nha Trang – Hoi An – Hue – Saigon kosztowało nas w sumie $34. Na dłuższych trasach jeżdżą nocne autobusy sypialne, więc można w ten sposób zaoszczędzić trochę czasu.

Pociągi są droższe niż autobusy, ale wygodniejsze, szczególnie na nocne trasy. Bilety zdecydowanie trzeba kupować bezpośrednio na stacji kolejowej. Agencje turystyczne biorą sporą prowizję za pośrednictwo.

Ceny i czasy przejazdów :
Ha Tien – Cau Doc – autobus lokalny, 40tys dongów, 4h
Sajgon – Nha Trang, autobus turystyczny sypialny – $7, 9h
Nha Trang – Hoi An, autobus turystyczny sypialny – $10, 11h
Hoi An – Hue, autobus turystyczny – $3, 3h
Hue – Hanoi, autobus turystyczny sypialny – $13, 15h
Hanoi – Lao Cai (Sapa), pociąg, hard sleeper – 243tys dongów (około $13). W agencjach ten sam bilet sprzedawano za $19 i więcej. Soft sleeper na stacji – 300tys, w agencjach – $30.

Delta Mekongu
Wiele firm oferuje wycieczki do Delty Mekongu. My zaczęliśmy naszą wycieczkę od Cau Doc, ale jeśli ktoś zaczyna podróż po Wietnamie w Sajgonie to tam też jest kupa firm robiących takie wycieczki. Delta jest daleko od Sajgonu więc nie ma sensu jechać na wycieczkę jednodniową.
Ceny wycieczek wynosiły mniej więcej $16 za jednodniową, $26 za dwudniowa, $36 za trzydniową. Cena obejmowała transport, wstępy, przewodnika, nocleg i śniadania.

Sajgon
Najwięcej tanich hoteli znajduje się przy ulicy D Bui Vien i w jej okolicy. To taka sajgońska Kao San Road. Praktycznie każdy budynek to hotel, restauracja lub agencja turystyczna.
Zatrzymaliśmy się w hotelu Phan Lam. Dwójka z klimą, łazienką z ciepłą wodą, kablówką, lodówką i wifi kosztowała $13.
War Remnans Museum (bardzo ciekawe choć trochę propagandowe) – 15tys dongów
Jednodniowa wycieczka do kanałów Cu Chi i świątyni Cao Dai kosztowała od $6 do $8 w zależności od agencji. Do tego trzeba dodać 80tys dongów na wstęp do Cu Chi.

Nha Trang
Wypróbowaliśmy dwa hotele – polecony nam Nice Hotel, z pokojami od $15. Po jednej nocy przenieśliśmy się do Mai Huy Hotel (bo wieki się czekało, aż zacznie lecieć ciepła woda, a internet który miał działać w pokoju nie działał), na tej samej uliczce. Dwójka z łazienką, tv, lodówką, wi fi kosztowała $8 (z wiatrakiem) i $10 (z klimą). Polecamy.
W ciągu dnia polecamy wizytę w Luisiana Brewhouse. To restauracja przy samej plaży, dodatkowo z basenem (kawałek dalej za Sailing Club, trzeba iść dalej w prawo zakładając, że patrzy się w kierunku morza). Za 25tys można wypożyczyć na cały dzień leżak i korzystać z basenu. Nie trzeba nic zamawiać. Jedzenie jest droższe niż na mieście, ale przepyszne. Polecamy seafood hot pot.

Hoi An
Thien Trung Hotel. 10 minut piechotą od starówki. Pokoje dwójki za $10 i $12. Internet za darmo w recepcji.
Najlepsze jedzenie zdecydowanie na małym targowisku na skrzyżowaniu D Bach Dang i D Hoang Van Thu. Szczególnie polecamy lokalną specjalność – fried wonton.
Sprawdzony i polecany krawiec pod adresem 50 Le Loi. Uszycie koszuli kosztuje od $10 do $15, spodni od $15 do $30, garnituru od $50 do $110. Ceny zależą od materiału.
Plaża jest 4km od miasta. Bardzo długa i szeroka. W 20minut można dojechać na rowerze (wynajem roweru 15tys, motoru $5). Za 20tys można wypożyczyć na cały dzień leżak.

Hue
Phong Nha Hotel. $10 za dwójkę (łazienka, klima, lodówka, tv, wifi).
Wynajęcie roweru kosztuje $1.
Wstęp na teren „starego miasta” – 55tys

Hanoi
Stolica jest wyraźnie droższa od reszty kraju.
Spaliśmy w Old Street Hotel przy 23 Pho Ma May w północnej części starego miasta. Pokoje od $15.
Wejście do mauzoleum Ho Chi Minh tylko do godziny 11.
Wejście do Świątyni Literatury – 10tys
Dojazd taxi na stacje kolejową – 36tys (z licznikiem)

Zatoka Halong
Wycieczke kupiliśmy w Sinh Cafe. Trzeba uważać, bo w Hanoi jest kilkadziesiąt firm podających się za Sinh Cafe (to logo widać na każdym kroku). Prawdziwa Sinh Cafe jest na 52 Luong Ngoc Quyen. Wycieczka była dwudniowa, kosztowała $53 za osobę. Statek nazywał się Marguerite Junk. W tym transport fo Ha Long City, jedzenie, wstępny, kajakowanie, nocleg na łodzi. Polecamy.
Jest sporo firm oferujących dużo tańsze wycieczki (np. 3 dni za $37), ale widząc na wodzie łodzie na jakich się pływa na takiej wycieczce od razu się wie, że warto było zapłacić więcej.

Sapa
Nocne pociągi z Hanoi do Lao Cai odjeżdżają o 20.30 (w Lao Cai o 4.30) oraz od 21.50 (w Lao Cai o 6.00). Bilet najlepiej kupować na stancji, agencje w Hanoi biorą ogromną prowizję (patrz sekcja Transport).
Pod dworcem w Lao Cai czekają minibusy, które zabierają do Sapa za 30tys za osobę. Jedzie się około godzinę.
Zatrzymaliśmy się w Queen Hotel. Pokoje z łazienką od $5 ( najtaniej w Wietnamie).
Trekking z przewodnikiem po okolicznych wioskach – $12 za osobę, w tym lancz
Wycieczka na niedzielny targ w Bac Ha – $10

Lao Cai
Jeśli przekracza się granice z chinami najlepiej zatrzymać się w jednym z hoteli zaraz przy granicy. My spaliśmy w Hong Hiep Guesthouse. Pokój za 150tys. 3 min piechotą od granicy.

Niedzielny targ w Bac Ha

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Bac Ha, Sunday Market

Sapa

Sapa miała przynieść nam ulgę. Chodzi oczywiście o ulgę w kwestii temperatury. Po raz pierwszy od rozpoczęcia podróży była szansa na temperaturę poniżej 20 stopni.

Do Sapa dotarliśmy koło 7 rano. Wydawało nam się, że o tej porze będzie w miasteczku cicho i sennie. Jednak, gdy przy wysiadaniu z minibusu dorwała nas grupa około ośmiu dziewczyn w tradycyjnych strojach zadających jedna przez drugą milion pytań, zrozumieliśmy, że w Sapie o spokoju nie ma chyba co mówić. Szybko też okazało się, że temperatura – owszem – jest poniżej 20 stopni, ale poza tym także pada deszcz i jest mgła. Więc nasz pokój z widokiem na góry był tak naprawdę pokojem z widokiem na chmury. I tak zostało do końca naszego pobytu w Sapa.

Bardzo szybko zrozumieliśmy też o co chodzi z tym milionem pytań zadawanych przez dziewczyny  w tradycyjnych strojach szwendających się po mieście, a także na trasach popularnych trekkingów. Dziewczyny te wypracowały niesamowicie skuteczną metodę sprzedaży swoich wyrobów. Metodę tę można nazwać „na litość” lub ewentualnie „na daj mi święty spokój” w zależności o temperamentu osoby kupującej. Zaczyna się niewinnie – na początku trasy trekkingu do grupy turystów dołącza grupa lokalnych dziewczyn. Każda z nich upatruje sobie jedną osobę (najlepiej płci żeńskiej) i zaczyna zadawać różne pytania. Skąd jesteś, ile masz lat, czy masz rodzeństwo, czy masz dzieci, ile dni zostaniesz w Sapa itp., itd. Ta gadka-szmatka trwa ze 20 minut. Po tym czasie turysta zawsze słyszy „maybe later you buy something from me”. Niektórzy odpowiedzą, że może później coś kupią, inni od razu mówią, że zakupy ich nie interesują. Tak naprawdę odpowiedź turysty nie ma żadnego znaczenia, bo sprzedająca nie ma zamiaru tak szybko się poddać. Cały czas za nami idzie. Nagle zaczyna się dużo błota i do tego jest stromo więc także ślisko. Ale nie ma się co przejmować, bo lokalna dziewczyna nadbiega z pomocą, podaje rękę, pomaga zejść ze śliskiej górki. Gdy śliski teren się kończy zaczyna pleść z gałęzi paproci wianki i oczywiście daje je w prezencie swojej ofierze. W międzyczasie oczywiście pozwala się cały czas fotografować i non stop się uśmiecha. Jest bardzo miło. Gdzieś w połowie treku dziewczyna mówi, że teraz już musi zawrócić i czy coś od niej kupimy. Przy czym „nie, dziękuje” jakby zupełnie nie trafiało. Dziewczyna robi smutną minę i ciągle powtarza, żeby coś od niej kupić. To może trwać nawet 15 minut mimo ciągłego „nie, dziękuje”. Na koniec spora część ofiar poddaje się i kupuje coś – albo z litości, albo dla świętego spokoju. My skończyliśmy trekking z haftowaną torbą :)

Metoda sprzedaży czasochłonna, ale skutkująca w większości przypadków, a o skuteczność przecież chodzi. Bo życie w wioskach wokół Sapa wcale nie jest takie proste, mimo obecności turystów i pieniędzy jakie w Sapa wydają. Większość dziewczyn kręcących się po centrum miasteczka usiłując coś sprzedać, mieszka w odległych o jakieś 10-12km wioskach. Każdego dnia pokonują ten dystans piechotą w obie strony – nie ważne czy pada deszcz, czy nie. Wiele z nich ma na plecach malutkie dzieci. W Sapa zjawiają się już koło 7 rano i nadal widać je o 8 wieczór. I tak dzień w dzień.

Sapa

Sapa

Sapa

Sapa

Sapa

Sapa

Sapa

Sapa

Sapa

Zatoka Ha Long

Podarowaliśmy sobie odrobinę luksusu.Luksusu w postaci wypasionego rejsu po zatoce Halong. Nie był to rejs z tej najwyższej półki, bo ten kosztowałby tyle co nasz cały pobyt w Wietnamie, ale takie z powiedzmy klasy średniej. No bo pomyśleliśmy, że jak już przyjechaliśmy taki kawał świata w to piękne miejsce, to chcemy zobaczyć je z klasą. Poza tym trochę luksusu należy nam się po pięciu miesiącach podróży. Przy czym dodać trzeba, że luksus w Azji można kupić za bardzo rozsądną cenę.
Trafił nam się nowiutki statek – Marguerite Junk – a na nim oprócz nas raptem sześć innych osób. Do tego kucharz, trzech kelnerów i przewodnik. Na lancz pięć dań z owoców morza. Na kolacje siedem dań. Nie do przejedzenia. Kabiny w boazerii, z telewizorem, klimą, każda z własną łazienką. Najładniejszy pokój w tej podróży. O widokach na zatokę nie wspomnę. Piękne.
Dwa dni upłynęły nam na podziwianiu widoków, kajakowaniu, pływaniu, jedzeniu i rozmowach z współpasażerami.

Halong Bay

Halong Bay

Halong Bay

Halong Bay

Hanoi

No i dotarliśmy do Hanoi. A w zasadzie do Ha Noi. Tak wygląda wietnamski zapis nazwy stolicy. Zresztą szybko się zauważa, że wiele nazw miast i innych słów rozbita jest jakby na sylaby. Tę zasadę co poniektórzy stosują także do angielskich słów, więc można zauważyć co jakiś czas Wel Come, Ca Fe, czy Plat Form.
Ale wróćmy do Ha Noi. Stara część miasta to plątanina ulic i uliczek. Jest głośno, ciasno i kolorowo. Sklepy i restauracje okupują nie tylko budynki, ale też chodnik przed nimi. Trzeba więc chodzić po ulicy między szalonymi kierowcami samochodów i motorów, którzy praktycznie nigdy nie ściągają ręki z klaksonu.  Co chwile widać staruszkę w typowym wietnamskim kapeluszu sprzedającą owoce czy warzywa. To niby stolica, a zupełnie się tego nie odczuwa. Fajne miasto to Hanoi.

Hanoi

Hanoi

Hanoi

Hanoi

Hoi An

Hoi An zachwyciło nas. Zachwyciło nas bardzo. Zachwyciło nas jak mało które miasteczko w Azji. Zachwyciło nas nawet bardziej niż Luang Prabang w Laosie. To prawda, że  starówka jest bardzo, bardzo turystyczna, ale ma też bardzo, bardzo dużo charakteru. Wąskie uliczki, żółte domki, kolorowe lampiony. To wszystko robi Hoi An świetny klimat.

To, co od razu rzuca się w oczy to niesamowita ilość krawców. Przewodnik podaje, że jest tu ponad 500 sklepów oferujących usługi krawieckie. Całkiem spora grupa turystów zatrzymuje się w Hoi An na dłużej właśnie w celu skompletowania garderoby. A opłaca się to bardzo. Za cenę jednego dobrego garnituru kupionego w kraju europejskim tu można uszyć co najmniej pięć garniturów z wysokiej jakości kaszmiru. Ciężko było na.m się powstrzymać i też zaliczyliśmy w Hoi An szycie, choć nie garnituru. Z miasteczka wyjechaliśmy z czterema parami spodni i koszulą. Kolejna, trzecia już paczka z podróży w drodze

Hoi An

Hoi An

Hoi An

Hoi An

Więcej zdjęć w galerii

Nha Trang

Od kilku tygodni podróżujemy po Azji troszkę szybciej niż przez pierwsze miesiące (próbujemy złapać trochę lata w Polsce), ale to nie znaczy, że jakoś strasznie lecimy do przodu i przez to nie mamy czasu na odpoczynek. Odpoczynku mamy dużo, nawet bardzo. Na przykład w Nha Trang.  To było wielkie obijanie. Leżaczek. Plaża. Z jednej strony morze. Z drugiej strony basen. Niebieskie niebo. Zimne piwko.

Nha Trang

Nha Trang