En el Centro Historico de Quito

Quito's Old Town

Quito's Old Town

Quito's Old Town

Quito's Old Town

Quito's Old Town

Reklamy

Otavalo

Internet kłamie. Przynajmniej w kwestii prognozy pogody. Codziennie ją sprawdzamy w necie i codziennie jest napisane, że kolejnego dnia będzie burza, albo co najmniej deszcz. Minęło 10 dni odkąd jesteśmy w Ekwadorze, a mimo prognozy pogody, nie spadła w tym czasie ani kropla deszczu. Tak było też dzisiaj. Net stwierdził, że w Otavalo będzie 18 stopni i deszcz, a było bezchmurne niebo i z 23 stopnie. Przy takiej pogodzie zakupy na otwartym powietrzu to prawie jak uprawianie sportu. Dawno nie byliśmy tak zmęczeni szopingiem. Bo w Otavalo odbywa się co sobotę jeden z najsłynniejszych targów na kontynencie. Oczywiście na dzień dzisiejszy targ jest głównie pod turystów. Nic nie poradzimy, ale tego typu szoping lubimy bardzo. Mamy słabość do tzw. pamiątek. Kupujemy je namiętnie. Moja mama śmieje się, że po powrocie z podróży będziemy mogli otworzyć muzeum etnograficzne – tyle żeśmy tego w Azji nakupowali (3 duże paczki poszły pocztą z Azji). Teraz kompletujemy eksponaty południowo amerykańskie :)

A na obiad w Otavalo chcieliśmy zjeść ekwadorski przysmak, czyli pieczoną świnkę morską. No ale nigdzie nie mogliśmy jej znaleźć. Niby ten targ to najlepsze miejsce na spróbowanie świnki, ale co z tego skoro jej nie było :( Może gdzie indziej się uda…

IMG_9492

Otavalo

Otavalo

Otavalo

Otavalo

Otavalo

Otavalo

Otavalo

IMG_95Otavalo

El Panecillo

El Panecillo to wzgórze w południowej części Quito, z którego roztacza się piękny widok na miasto i okolice.

Quito

Quito

Quito

Quito

El Panecillo, Quito

Bienvenidos a Ecuador

Jeśli do azjatyckiego etapu podróży byliśmy w miarę przygotowani, to do południowo amerykańskiego wcale. Przewodnik kupiliśmy na dzień przed wylotem, a pewne było tylko to, że zaczynamy w Quito i kończymy w Santiago de Chile (taki mamy bilet).  I że chcemy pouczyć się hiszpańskiego w Quito zanim ruszymy w trasę. Poza tym jeden wielki znak zapytania.

Zaczęliśmy więc od tego, co było pewne. Znaleźliśmy  chatę na kilka tygodni i szkołę językową. Czyli jak na razie jest luz, spokój i brak pośpiechu. I po raz pierwszy od dłuższego czasu rutyna. Jest też trochę wysiłku przy tej nauce hiszpańskiego. Bo, że mózgi nasze są mało używane odkąd ruszyliśmy w podróż, to trzeba się trochę pogimnastikować, aby przez te 4 godziny dziennie skupić się na tak dużym napływie informacji. Chwała nam za to, że przed wyjazdem uczyliśmy się  hiszpańskiego przez kilka miesięcy. Bez tego nasze mózgi prawdopodobnie nie dały by rady z natłokiem tak wielu nowych informacji…

Po Quito na razie łazikujemy spokojnie, bez walenia dziesiątek zdjęć. W zasadzie w ogóle na razie nie nosimy aparatu. Ani nam się nie chce, ani klimat jakoś nie sprzyja. Słyszy się te wszystkie historie o drobnych złodziejaszkach i jakoś brakuje pewności, żeby wyjść ze sprzętem na ulicę, mimo że w biały dzień niby nic nikomu nie grozi. Wiem, zdecydowanie przesadzamy. Ale po sielskiej podróży po Azji ta Ameryka Południowa, a w zasadzie zasłyszane o niej historie, sprawiają, że bardzo powoli przyzwyczajamy się do panujących tu warunków. Ale pewnie już niedługo. Obiecujemy fotki po weekendzie (wybierzemy się chyba w sobotę na targ do Otavalo).

Frankfurt i Londyn

Zanim znaleźliśmy się na lotnisku w Atlancie, polecieliśmy z Pragi do Frankfurtu, w celu odwiedzenia mojej siostry, mieszkającej w pewnej wsi w okolicy. Trzeba przyznać, że niemiecka wieś robi wrażenie – jest czysto, równo, łanie i ściśle według zasad. Poobijaliśmy się na niemieckiej wsi przez kilka dni i ruszyliśmy do Londynu. Tam mieliśmy wsiąść w samolot do Ameryki Południowej.

Na Londyn przeznaczyliśmy dwa dni, głównie po to, żeby spotkać się z mieszkającymi tam znajomymi. Pogoda pierwszego dnia była koszmarna. Lało prawie non stop i było szaro-buro. Londyn to jedno z miejsc, które – co prawda z oporami – potencjalnie braliśmy pod uwagę jako przyszłe miejsce zamieszkania. Ale ta pogoda to była najgorsza reklama jaką Londyn mógł sobie zrobić. Znajomi zapewniali nas, że ta ulewa była wyjątkiem, a nie normą, że lato było w tym roku ciepłe, i że do średniej pogody można się przyzwyczaić. Generalnie próbowali nas przekonać, że nie jest tak źle. Pomyślimy, pomyślimy….

Czekamy

Jesteśmy w Atlancie i czekamy na samolot do Quito. Czyli etap drugi naszego obijania się po świecie zacznie się lada moment :)

Praga

Z pewnością jedna z najprzyjemniejszych dla oka europejskich stolic. Prawdopodobnie też jedna z najbardziej popularnych wśród turystów. A co za tym idzie, kompletnie przez nich zakorkowana – przynajmniej w ścisłym centrum. Ale i tak było pięknie :)