Boliwia – informacje praktyczne

Pieniądze i koszty

Walutą Boliwii jest boliviano. $1 to 7bs. W większych miejscowościach są bankomaty (nie spotkaliśmy żadnego w Copacabanie). Nie wiem jaki jest limit wypłat, ale w jednej transakcji udało mi się wybierać 3000bs.
Koszty podróżowania są bardzo niskie. To najtańszy kraj na naszej trasie. Wykorzystaliśmy to i trochę zaszaleliśmy biorąc lepsze hostele i stołując się w droższych knajpach. Przy takim rozrzutnym życiu nasze dziennie wydatki wyniosły $40, w tym różne wycieczki, przejazdy, jedzenie, noclegi, piwko itp. Krótko mówiąc wszystko. Gdybyśmy po Boliwii podróżowali w takim standardzie jak np. po Peru, to spokojnie zmieścilibyśmy się w $32-35, a może i w $30.

Ceny wybranych produktów:
• zestaw obiadowy w restauracji dla lokalsów – 14-16bs
• mała pizza w knajpie turystycznej – 25bs
• butelka wody (2.5l) – 3bs
• duże piwo – 7-10bs
• świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy – 2bs
• pranie – 4 ba za 1kg
• internet – 3 bs za godzinę
• znaczek na kartkę do Polski – 5.50bs
• paczka do Polski, droga morska – 360bs za 9kg
• autobusy dalekobieżne – $1-1.5 za godzinę jazdy.

Copacabana i Isla Del Sol

• hostele od 15bs za osobę. Za 25bs za osobę można mieć dwójkę z łazienką i tv.
• Autobusy do La Paz odjeżdżają mniej więcej co godzinę. W La Paz zatrzymują się przy mającym bardzo złą sławę cmentarzu. Żeby cmentarz ominąć można pojechać do La Paz autobusem „turystycznym” o 13.00, 25bs. Autobus zatrzymuje się niedaleko głównego dworca autobusowego.
• łódź na północną część Isla del Dol odpływa o 8.30, 15bs.
• dużo hosteli na południowej części wyspy. Ceny 40-50bs za dwójkę.
• przechodząc przez wyspę z północy na południe trzeba dwa razy wykupić „bilet wstępu” za 5bs każdy
• z południa wyspy do Copacabany łodzie odpływają o 10.30 i 13.30. 20bs.

La Paz

• najtańszy hostel jaki znaleźliśmy w okolicach Plaza de San Francisco (a tam szukaliśmy) to Hostal El Viajero. Dwójka z łazienką za 60bs. Jednak stan materacy i pościeli był taki, że nawet za darmo byśmy tam nie spali. Pokoje wyglądają jakby były w trakcie remontu. Okropnie, ale jak komuś zależy na dobrej cenie to może się skusi.
Niechcący wylądowaliśmy też w imprezowym Wild Rover Hostel. Ta sama bajka co popularna  się hosteli Loki, czyli głośno i tłoczno. Dla nas beznadziejne miejsce. Średnia wieku koło 23 lata. Bardzo drogo. Łóżko w dormie od 45bs (8 osób w pokoju) do 56bs (4 osoby w pokoju). Dwójki bez łazienki za 180bs.
• W końcu trafiliśmy do Hostal Fuentes na tej samej uliczce, gdzie znajduje się Witches Market. Dwójka bez łazienki, ze śniadaniem za 110bs. Bardzo ładny hostel, spokojny, osłonięty od ulicy więc cichy. Internet za darmo. Piękne widoki z pokoi na trzecim i czwartym piętrze.
• Dworzec autobusowy jakieś 20min piechotą od Plaza de San Fracisco.
• Radio taxi kosztuje 10bs na trasy po mieście. Lokalsi mówią, że lepiej dzwonić po taxi, niż łapać na ulicy, bo wielu taksówkarzy dorabia napadając na turystów.

Sucre i Tarabuco

• obeszliśmy całe centrum w poszukiwaniu fajnego hostelu na nasze „wakacje” w Sucre. Najtaniej było w Hostal Potosi – 50bs za prostą dwójkę (bez łazienki). Bardzo dużo innych hosteli jest na ulicy Ravelo. My zatrzymaliśmy się w Hotel Libertad. Niski sezon, więc za dwójkę z łazienką, kablówką, lodówką, wi-fi i śniadaniem płaciliśmy 110bs (normalna cena 160bs). Drogo, ale to były w końcu wakacje, a standard był bardzo wysoki.
• Na mercado central na piętrze można tanio zjeść obiad (do godziny 15.00). Dania od 3bs za zupę do 7-12bs za dania mięsne. Polecamy milanesa de pollo, picante de mollo, mondongo, chorizo, sopa de mani. Na dole sprzedawane są świeże soki owocowe. Polecamy
• Na niedzielny targ w Tarabuco odjeżdża z Plazy turystyczny autobus za $7 w dwie strony. Jadąc transportem publicznym można tą samą trasę zrobić za mniej niż połowę tej ceny. Najpierw trzeba wsiąść w autobus nr 7 pod mercado central i pojechać nim do Parada Tarabuco (1,5bs). Tam wsiąść minivan do Tarabuco (1.5h, 8bs). Trasa w dwie strony kosztuje w ten sposób w sumie 19bs, czyli mniej niż $3.

Potosi

• Hostal Casona. Dwójka ze śniadaniem (bez łazienki) za 80bs. Wi-fi
• Wycieczka do kopalni 80bs (rezerwowana przez hostel), 5h. W cenie jest ubranie ochronne, kask, latarka itp. Polecamy
• Autobusy do Uyuni odjeżdżają z miejsca nazywanego Parada de Uyuni o 11.00 i 18.00. 7h, 36bs

Uyuni

• Hostal Kory Wasi. Bardzo przyjemny, ładny wystrój. Dwójka z łazienką za 80bs
• autobus do Tupizy o 6.00. 7h, 50bs. Jest też opcja dojazdu pociągiem (wyjazd o 2.00 w nocy)
• wycieczki na Salar i Altiplano – co do agencji to nie ma zupełnego znaczenia, która się wybierze. Dlaczego? Po pierwsze, cena standardowej 3-dniowej wycieczki z Uyuni jest w każdej agencji taka sama i wynosi 600bs. Można spokojnie wytargować 550bs. Po drugie, każdy jeep jedzie dokładnie ta sama trasa, bez względu na to z jakiej jest agencji. Po trzecie, wszyscy śpią w tych samych miejscach (w sensie o takim samym standardzie, nie koniecznie w tym samym hostelu). Po czwarte, jedzenie tez jest zasadniczo takie samo dla wszystkich. Po piąte, żaden kierowca-przewodnik nie jest na stale związany z żadna agencja. Dziś Pablo jedzie jako przewodnik z agencja X a w przyszłym tyg z Y. Po ostanie, norma jest, ze w jeepie są ludzie z dwóch lub trzech rożnych agencji. Tak wiec na dobra sprawę sukces zależny od tego na jakich ludzi się trafi w jeepie.

Tupiza

• Hostal Colorado, 1 przecznica od plazy, jakieś 15min piechotą od dworca. 50Bbs za dwójkę bez łazienki, ze śniadaniem
• różne opcja wycieczek po okolicy. Jazda konna (z przewodnikiem) 35bs za godzinę. Tzw. triatlon (jazda konna, jazda na rowerze, jeep) 250bs. Polecamy agencję Tupiza Tours. Także 4-dniowe wycieczki na Salar i Altiplano
• autobus do Villazon o 4.00, 10.30, 13.00, 14.00 i 19.00. 3h, 15bs

Villazon (granica z Argentyną)

• drogie i pełne hostele. Jedyny wolny pokój jaki znależliśmy kosztował 100bs (dwójka z łazienką). Lepiej przespać się w Tupizie i autobusem o 4.00 razo pojechać do Villazon, unikając tym sposobem noclegu w miasteczku
• granica otwarta od 6.00. Warto być wcześnie, bo później są kolejki. Granica jest jakieś 10min piechotą od centrum

Tupiza, czyli Wild Wild West

Z Uyuni do Tupizy jest raptem 7 godzin jazdy autobusem. No chyba, że autobus się zepsuje. Wtedy podróż trwa 11 godzin. Nasz autobus zepsuł się na 30 minut przed metą. Kierowca ubrał się od razu w roboczy kombinezon. Kombinezon bardzo brudny, więc pewnie często używany. Pomyśleliśmy, że jak często używany, to zapewne kierowca ma spore doświadczenie. Błąd. Kierowca odkręcił chyba wszystkie możliwe śrubki w autobusie, ale i tak go nie naprawił. W końcu chyba zrozumiał, że tym razem mu się nie uda i posłał po mechanika do Tupizy. Ten zjawił się w 3 i pół godzinie po awarii i rozwiązał problem w 30 minut.
Zanim przyjechał mechanik, czując, że trochę czasu nam zejdzie na czekaniu, próbowaliśmy złapać stopa do Tupizy. Starania jednak spełzły na niczym. W ciągu 3 i pół godziny w kierunku miasteczka przejechały 3 pojazdy, z czego jeden był motocyklem, a drugi załadowaną po brzegi mini ciężarówką. Trzeci był pusty, ale twierdził, że nie jedzie do Tupizy, tylko gdzie indziej. No więc czekaliśmy i czekaliśmy.

Okolica, w której leży Tupiza wygląda jak żywcem wyjęta z westernu. Czerwone skały i kaktusy. Bosko. Postanowiliśmy zobaczyć tę okolicę właśnie w westernowym stylu. Czyli w kapeluszu i na koniu. Oh yeah.

Altiplano, czyli brak słów

Altiplano to miejsce, na którego opisanie brakuje słów. Te wszystkie jeziora w magicznych kolorach, tysiące flamingów, góry, wulkany, pustynie, gejzery i formacje skalne są tak niezwykłe, piękne i powalające, że aby to zrozumieć trzeba to miejsce po prostu zobaczyć. Widokowo to dla nas jak na razie numer jeden w Ameryce Południowej, a może i w całej podróży. Zresztą zobaczcie sami (w rzeczywistości te miejsca wyglądają jakieś 15 razy lepiej niż na zdjęciach).

Salar de Uyuni

Sa takie miejsca, których uroku nie oddają żadne, nawet najlepsze zdjęcia. Jednym z takich miejsc jest Salar de Uyuni. Kiedyś było tu słone jezioro, teraz została po nim skorupa soli o powierzchni 12 tysięcy kilometrów kwadratowych (to ponad 4.5 raza więcej niż powierzchnia Luksemburga!). W środku jeziora warstwa soli sięga do 150 metrów. Trudno to ogarnąć, gdy jedzie się jeepem po idealnie płaskiej powierzchni jeziora, a we wszystkich kierunkach po horyzont widać tylko biel soli i kontrastujący z nią błękit nieba.

Nagle w tej bieli soli wyrasta wyspa. Niesamowity kontrast. Wyspa jest wulkaniczna i całkowicie porośnięta kaktusami, z których najstarszy ma 1203 lata, a najwyższe sięgają 12 metrów w górę. Ze szczytu wyspy we wszystkich kierunkach widać tylko sól. Coś niesamowitego. A po Salar de Uyuni miało być jeszcze lepiej…

Piekielne Potosi

Pierwsze kopalnie w Potosi zbudowali Hiszpanie. Oczywiście w celu wywiezienia do Europy jak największej ilości srebra. Dlatego zmuszali do morderczej i niewolniczej pracy lokalnych Indian. W Potosi mówią, że na każdy funt wydobytego srebra życie musiał stracić jeden człowiek. Inna legenda mówi, że srebro zrabowane przez Hiszpanów wystarczyłoby do zbudowania mostu pomiędzy Potosi a Madrytem…

Hiszpanie wyjechali, kopalnie zostały. Najpierw były państwowe, ale gdy okazało się, że interes się nie opłaca, kopalnie zamknięto. Teraz funkcjonują na zasadzie spółdzielni. Jest ich w Potosi 35, w sumie pracuje w nich 12 tysięcy ludzi. Pracują w warunkach prawdziwie średniowiecznych. Kopalnie nie są wentylowane ani oświetlone. Jedyne światło pochodzi z latarek noszonych przez górników. W powietrzu unosi się gęsty pył. Mało który górnik nosi maskę. Mówią, że ciężko się w masce oddycha. Kruszec wypychają z kopalni w wagonikach siłą własnych mięśni. Jeden pełny wagonik to pół tony ciężaru. Żeby dostać się do kruszcu przechodzą setki metrów niskimi korytarzami zalanymi wodą. Często trzeba iść na czworaka. Pracują po 6-7 godzin dziennie. Więcej się nie da. Chyba, że cena kruszca idzie do góry. Wtedy pracują nawet po 12 godzin. W końcu trzeba zarobić na życie. A życie mają nie tylko ciężkie, ale też bardzo krótkie. Typowy górnik nie dożywa więcej niz 45 lat. Pylica, niedotlenienie skóry, problemy ze wzrokiem.

Trud pracy próbują zagłuszyć żując liście koki, paląc fajki i popijając 96-procentowy spirytus. To wszystko pod ziemią w czasie krótkich przerw w pracy. W końcu nie ma w życiu górnika w Potosi wielu przyjemności.

Tarabuco

Podczas wakacji w Sucre tylko raz ruszyliśmy szanowne tyłki poza miasto. Udaliśmy się mianowicie do Tarabuco na niedzielny targ. Wypad nie miał na celu zakupów. Raczej obserwację.

Wakacje w Sucre

W podróży, jak i w osiadłym życiu, potrzebne są niedziele. Robimy sobie więc taką niedzielę co jakiś czas. Nie zawsze wypada ona w niedzielę, czasem trwa dwa dni, i zazwyczaj zdarza się nam każdego tygodnia. Czas na obijanie się potrzebny jest w końcu każdemu – czy w podróży czy nie. Idąc tym właśnie tropem zrobiliśmy sobie tygodniowe wakacje w Sucre. To były wakacje z tych mniej aktywnych – długie spanie, dużo internetu, trochę tv, żadnych obowiązków – poza moimi trzema dniami w szkole językowej, co zasadniczo nie było dobrym pomysłem, bo strasznie mi się nie chciało już w połowie pierwszego dnia. W końcu jak wakacje to wakacje.
Znów nabyliśmy trochę rutyny, która kręciła się głównie wokół lokalnego targu, na którym codziennie meldowaliśmy się na obiad, a potem deser w postaci świeżego soku owocowego.
Kiedy już mieliśmy jechać dalej (mimo, że nie bardzo wiedzieliśmy dokąd chcemy dalej jechać) przedłużyliśmy sobie wakacje o kolejny dzień, no bo kto z entuzjazmem wraca do pracy po urlopie. Nie, żeby nasza obecna praca to była księgowość czy coś w tym stylu (mam nadzieję, że księgowi, którzy nas czytają się nie obrażą:) ), ale tak czy siak nie samą pracą żyje człowiek :).